Na rok można rozpisać doskonały program szkoleniowy, tzn. precyzyjnie zaplanować BPS do imprezy głównej, zgrupowania, konsultacje, starty kontrolne i badania. Rozpisywanie szczegółowego programu treningowego już jednak trochę mija się z celem. No bo czy jesteśmy w stanie przewidzieć z detalami, jak będziemy się czuć za miesiąc albo pół roku?
Jeśli pracujemy, studiujemy lub mamy jeszcze inne zajęcia, które nie pozwalają nam w pełni wypoczywać po każdej jednostce treningowej, możemy tak naprawdę precyzyjnie planować co najwyżej jeden mezocykl, składający się z trzech-czterech mikrocykli (mikrocykl to najkrótszy treningowy cykl, najczęściej obejmuje on jeden tydzień treningów przyp. red.). W okresie przygotowawczym każdy mezocykl powinniśmy poprzedzać badaniami diagnostycznymi, ponieważ parametry wydolnościowe ulegają zmianom pod wpływem obciążeń treningowych - badania są niezbędne do precyzyjnego zaplanowania treningu. W chwili, kiedy trzeba zwiększać obciążenia i wchodzić w zakresy bardzo wysokich stref wysiłkowych, precyzyjny plan rozpisujący poszczególne wielkości obciążeń i ilości powtórzeń trzeba zmieniać na bieżąco i modyfikować pod wpływem samopoczucia zawodnika. Dlatego też moja propozycja dla amatorów jest następująca - jeśli nie znasz i nie umiesz słuchać własnego organizmu, lepiej zrób o dwa treningi kształtujące w mikrocyklu za mało, niż o jeden za dużo. Lepiej być trochę niedotrenowanym, niż przetrenowanym. Ludzie pracujący lub uczący się dodatkowo muszą pamiętać, że regeneracja w ich przypadku jest jednak nieco utrudniona. Trening to nie jedyna praca, jaką muszą wykonać w ciągu dnia. Noce też czasami bywają zarwane.

BADANIA DLA AMATORA?
W kolarstwie króluje etos morderczej pracy. Przyjęło się, że im ciężej się trenuje w okresie przygotowawczym i im większą zbuduje się tzw. bazę, tym lepiej. I faktycznie tak jest, tylko nie wszyscy rozumieją co znaczy ,,baza”. Nie wszyscy mają świadomość, że najpierw jest objętość, a potem intensywność. Obserwuję, że niektórzy zawodnicy już w grudniu wchodzą w „beztleny” i kiedy przychodzi sezon są przetrenowani. Mają słabsze wyniki niż oczekiwali, więc co robią? Zwiększają obciążenia treningowe, a wypadałoby odpocząć i zrobić badania, żeby stwierdzić, gdzie są w procesie treningowym.
Badania otacza mit. Po pierwsze nie wystarczy ich zrobić na początku sezonu. Jak już wspomniałem, żeby mądrze aplikować obciążenia, trzeba robić je przed rozpoczęciem każdego mezocyklu. No i trzeba robić je we właściwych i sprawdzonych laboratoriach. Teraz wyrosło ich jak grzybów po deszczu. I sytuacja przypomina nieco tę z serwisami samochodowymi. Można zrobić przegląd w blaszanym garażu, a można iść do autoryzowanego serwisu z komputerem i niebieskimi kafelkami na ścianach i wyniki będą... tak samo złe. Znowu najbardziej istotny jest człowiek, który badania realizuje, bo samo urządzenie nie wyznacza stref i progów. Od doświadczenia, wiedzy i rzetelności analityka zależy, czy wyniki badań będą nam pomagać w treningu, czy raczej będą szkodzić. Dlatego do analityka trzeba mieć bezwzględne zaufanie, ale nie tworzy go tytuł naukowy ani biel kitla, tylko precyzja i rzetelność pracy. Jako trener kadry czasami badania wykonywałem sam, właśnie po to żeby wykluczyć błędy. Bo w laboratoriach zdarzało się, że ktoś zapomniał właściwie skalibrować urządzenia zdarzyło się, że ktoś nie wymienił na czas czujnika tlenu...
Opierając trening na fałszywych wynikach łatwo było doprowadzić do przetrenowania lub niedotrenowania, ponieważ strefy energetyczne zostały wyznaczone nieprawidłowo.

Moc, tętno, laktat
Kiedy zaczynamy stymulować organizm poważniejszymi obciążeniami, a treningi mają coraz większą intensywność, czyli w lutym i marcu, sprawy zaczynają się komplikować i trzeba być gotowym na modyfkacje. Moim zawodnikom zawszę mówiłem, że najważniejsze to słuchać własnego organizmu, wiedzieć, kiedy potrzebna jest przerwa albo zmniejszenie obciążeń. Jeśli trener opracuje świetny program, ale realizuje go bez codziennej kontroli, bardzo łatwo może wpędzić swojego zawodnika w przetrenowanie. W prowadzeniu procesu treningowego pomagają różnego rodzaju urządzenia, w obecnych czasach mierniki mocy, urządzenia do mierzenia stężenia laktatu, nie mówiąc już o miernikach tętna - są niezbędne. Ale po pierwsze - trzeba umieć je obsługiwać, także w czasie wysiłku. Po drugie - trzeba nauczyć się analizowania uzyskanych parametrów, nie tylko oddzielnie, ale także porównywać je ze sobą. To wymaga kilku lat praktyki i zbierania danych, nie tylko o zasadach pracy urządzenia, ale przede wszystkim o tym, jakie stany organizmu przedstawiają uzyskane wyniki. Jak je wykorzystać to kolejna sprawa.
Ostatnimi czasy kolarze amatorzy i nie tylko fetyszyzują się miernikami mocy oraz wynikami przez nie pokazywanymi. Być może dlatego, że - zarezerwowane dotychczas dla zawodowców - stały się bardziej dostępne. Ale na podstawie ich wskazań nie sposób realizować kompletnego programu treningowego. To tylko jeden ze wskaźników, nie wolno zapominać o tętnie, a tym bardziej o zakwaszeniu. Trzeba również pamiętać o tym, że mierniki mocy nie odzwierciedlają całego kosztu energetycznego, dlatego też w treningu nie można opierać się tylko i wyłącznie na mocy. W mojej pracy trenerskiej wykorzystuję wszystkie wyżej wspomniane urządzenia. Mierniki mocy pozwalają precyzyjnie realizować trening siłowy lub np. przygotowanie do jazdy indywidualnej na czas. Natomiast do kształtowania wytrzymałości lub tym bardziej w treningu kompensacyjnym mają dużo mniejsze znaczenie i tak naprawdę wystarczy nam monitor pracy serca. Ale nie tylko. Poranny pomiar tętna spoczynkowego daje już podstawowy wgląd w stan organizmu. To proste badanie pozwala stwierdzić, czy proces przebiega we właściwym kierunku, ale jeśli pojawia się złe samopoczucie i tętno spoczynkowe rośnie, należy odpuścić.
W mojej pracy trenerskiej miałem zaszczyt pracować z bardzo ambitnymi zawodnikami i zawodniczkami. Nigdy nie musiałem nikogo zmuszać do cięższej pracy. Zazwyczaj moje wysiłki polegały na powstrzymywaniu ich przed przetrenowaniem. Czasem np. podczas realizacji treningu siłowego, kiedy założeniem były pięciominutowe podjazdy i 10 powtórzeń, widząc, że zawodnik nie utrzymywał zalecanych parametrów treningu, skracaliśmy go do pięciu powtórzeń. Ale równie dobrze dołożyłbym jeszcze ze trzy powtórzenia widząc, że zawodnik jest w lepszej dyspozycji i nie reaguje nadmiernym zmęczeniem. Jeśli trening stymuluje, a nie wyniszcza, można zwiększać objętość lub intensywność.
Największa trudność polega na tym, jak precyzyjnie ustalić optymalne obciążenia treningowe i kiedy powiedzieć stop, aby nie przeholować. Wiedzą o tym tylko doświadczeni trenerzy albo rutynowani mistrzowie.

Dodano: 2012-10-30

Autor: Tekst: Andrzej Piątek

Tagi: trening

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

NOWOŚCI 2018

ROWERY 2018

Kaszubska marszruta

Blood Road