Żeby to sprawdzić, zagłębiliśmy się w archiwalne numery naszego czasopisma. Zobaczcie, jak wypadło porównanie rowerów testowanych przez ostatnie paręnaście lat z tymi współczesnymi.

Na Demo Day jeździliśmy na dwóch hi-endowych hardtailach: Flashu w wersji Hi-Mod 2, który ważył 9,4 kg, oraz najnowszym Marin CXR Team ważącym 10,68 kg (wrażenia z obu testów znajdziecie na kolejnych stronach). Testowany na początku 2009 roku w bB #4 Kellys Sabotage ważył 8,83 kg, Merida O.Nine – pokazana w kolejnym numerze - 9 kg a KTM Prime (bB #6/2009), który nie dawał po nocach spać Jarkowi 9,42 kg. Na zeszłorocznych targach mieliśmy okazję sprawdzić masę jeszcze kilku innych topowych rowerów rocznika 2009: m.in. Gianta XTC Advance SL 0 (9,15 kg), Scotta Scale LTD (8,66 kg) czy Specialized Stumpjumper HT Expert Carbon (10,72 kg). To oczywiście tylko część hardtaili najnowszej generacji, ale stanowią wystarczająco reprezentatywną próbkę, na podstawie której można przyjąć, że średnia masa topowego ścigacza XC na koniec roku 2009 wynosi około 9 kg. A ile ważyły superhardtaile, jakie mieliśmy okazję testować w bB w ciągu ostatnich parunastu lat? Zaczęło się w 1997 r. od kultowego Rocky Mountain Vertex Team Only. W tamtych czasach był to absolutny szczyt marzeń i technologii. Kosztował majątek, a ważył - jak na tamte czasy - niesamowite 10,6 kg. W tym miejscu nie możemy odmówić sobie przyjemności, aby przypomnieć, że najnowszy hardtail polskiego Krossa na sezon 2010, o którym szerzej piszemy na str. 42, z pedałami waży 8,96 kg!!! Kilka lat temu było to absolutnie nie do pomyślenia. W 1997 r. testowaliśmy też ścigacza Hawk Tanges. Te super sportowe maszyny w latach dziewięćdziesiątych służyły naszej kadrze: młodziutkiej juniorce Ani Szafraniec, „Diabłowi” Galińskiemu i utalentowanemu Darkowi Gilowi. Rower ważył 11,1 kg, ale tylko dzięki komponentom, bo rama była koszmarnie ciężka. Dla porównania customowe Scotty Scale dzisiejszej kadry Polski ważą 8,15-8,55 kg! W roku 1998 testowaliśmy kolejną niesamowitą maszynę - American Eagle Atlanta - rower, na którym dwa lata wcześniej Bart Bretjens zdobył pierwszy olimpijski medal w MTB. „Orzeł” na wadze osiągał 10,2 kg. W 1999 r. testowaliśmy jeszcze najnowszy ówczesny projekt Cannondale’a - model CAAD 5 - dla którego zanotowaliśmy masę 9,5 kg. Jak widać topowe rowery końca lat dziewięćdziesiątych w większości dopiero zbliżały się do magicznej bariery 10 kg. A trzeba przy tym pamiętać, że wszystkie one wyposażone były w lżejsze od powszechnych obecnie tarczówek, hamulce v-brake. Kilka przykładów z początku XXI wieku pokazuje, że topowe rowery częściej zaczęły plasować się poniżej granicy 10 kg. Kellys Sabotage z 2002 z hamulcami v-brake ważył jeszcze 10,1 kg, ale już Merida Magnesium Elite z 2003 roku zeszła do 9,7 kg (chociaż nadal z hamulcami vbrake). Podobnie jak testowany w tym samym roku Author Introvert, który jednak na wadze pokazał 10,7 kg. Prezentowana rok później nowa wersja Sabotage miała już hamulce tarczowe i była lżejsza niż 10 kg (o 50 g). Trek Elite 9.9 z roku 2006 poprawił ten wynik o 150 g. Na sezon 2008 Merida wysoko ustawiła poziom prezentując model Carbon FLX Target 8, który ważył 8,06 kg. Wprawdzie zastosowano trik z „antyteleskopem”, ale nawet gdyby go wymienić na odpowiedni, lekki amortyzator to masa i tak plasowałby się wyraźnie poniżej 9 kg. Jednak same rozważania nad masą rowerów nie dają prawdziwego obrazu. Dopiero w odniesieniu do ich ceny można naprawdę zobaczyć, co się na przestrzeni tych lat stało. Wspomniany Rocky Mountain Vortex, kult i mega rower kosztował w 1997 roku 12 tys. zł. Kwota niby nieszokująca, dopóki nie uświadomimy sobie, że było to 11 ówczesnych średnich pensji! W przeliczeniu na „dzisiejsze” wyszłoby jakiś 36 tys. zł, czyli podejrzewamy, że mniej więcej tyle, ile Cannondale każe sobie zapłacić za Flasha w topowej wersji Team, ważącej 7,5 kg. Można zaryzykować stwierdzenie, że nic się nie zmieniło, mega rower z 1997 roku jest tyle samo wart co megarower z 2010 roku. Z małym „ale”: po drodze „zgubiło się” 4 kg! I to jest miara postępu technologicznego! Ale jest jeszcze ważniejszy wniosek, dużo bardziej interesujący dla szerszego kręgu odbiorców. Otóż w roku 1997, aby mieć wybajerzony rower ważący 10,5-11 kg trzeba było wydać ok. 10 średnich pensji, dzisiaj spokojnie wystarczą 4!
W rowerach dla „zwykłego Kowalskiego” sprawa nie jest już taka prosta. Przykładowo w 1998 r. w jednym z pierwszych naszych testów porównawczych (bB #6/1998) zgromadziliśmy rowery będące - jak to wtedy określiliśmy - „już prawdziwymi MTB”. Na osprzęcie z poziomu ówczesnych grup Acera-X/STX RC kosztowały 1400-1600 zł. Ich masy zawierały się w przedziale 12,9 do 14,5 kg, czyli średnio nieco ponad 13 kg. W ostatnich latach: 2008 i 2009 testowano rowery na współczesnym osprzęcie i porównywalnej klasy. Ich masa zawierała się między 13,8 a 14,7 kg, czyli średnio 14,1 kg. Kilogram więcej, więc gdzie jest postęp!? Wyjaśnienie tajemnicy nie jest skomplikowane. W teście z 1997 tylko ważący 14,5 kg Scott miał atrapę amortyzatora (inaczej nie da się nazwać RST281, w który był wyposażony), pozostałe był całkiem sztywne. Współczesne rowery miały o niebo sprawniejsze amortyzatory, wszystkie dysponowały 24-, a jeden 27-biegowym napędem, podczas gdy w 1998 tylko dwa były 3x8, reszta 3x7 o naprawdę twardych przełożeniach. Spośród współczesnych rowerów tylko jeden wyposażony był w tarczówki, ale i tak powyższe cechy wystarczająco dobrze tłumaczą różnice w masie. Ale najlepsze na koniec, w żadnym ze współczesnych rowerów cena nie przekroczyła 1300 zł!!! Mimo 10 lat inflacji, zwyżek kursów waluty itp. a cena niższa o 10-20%. Rower, za który 10 lat temu trzeba było dać prawie 1,5 średniej pensji teraz kosztuje niecałą połowę i w dodatku jest wyraźnie lepszy! I to jest kolejny wymiar dokonującego się postępu.
Przykłady można mnożyć. W rowerach z pełną amortyzacją porównanie jest jeszcze bardziej skomplikowane, bowiem przez te lata zdecydowanie zmieniła się ich klasyfikacja ze względu na skok zawieszenia. To, co 10 lat temu było enduro, do ostrej jazdy przy skoku 100 mm dzisiaj uznane będzie za rower do maratonów itd. Dodatkową sprawą jest to, że główny wysiłek konstrukcyjny polega na ulepszaniu systemów amortyzacji i wyposażenia. Dzisiejsze fulle pracują o niebo lepiej, są wielokrotnie sprawniejsze i mają większy skok przy zachowaniu podobnej masy. Często są też tańsze. Popatrzmy na kilka przykładów. Za ponad 5,5 tys., jakie w 2001 roku trzeba było dać za 14-kilogramowego Scotta G-Zero FX-2, w tym roku można było mieć lepiej wyposażonego, ważącego 13,5 kg Sparka 60 i to jeszcze taniej o kilka stów. Merida Big Air o skoku 120 mm z 2003 to 15,1 kg masy, natomiast jej najnowsze wcielenie, model One120 w najtańszej wersji HFS400 w 2010 będzie ważyć 14,26 kg. Słynny Giant XTC NRS 1 z 2003 ważył 12,2 kg, natomiast porównywalny z nim Anthem X1 w roku 2009 przy porównywalnej cenie jest ponad kilogram lżejszy. Inny model z kolekcji Giant - Reign 2 w 2005 roku ważył 14,5 kg, aby w 2009 schudnąć do 13,7 będąc dodatkowo tańszym o 4 tys. zł przy porównywalnym wyposażeniu (patrz bB #7/2009). Każdy z Was, kto w swojej historii miał więcej niż jeden rower, mógłby dopisać tutaj kolejne przykłady. Niezależnie od typu rowerów czy ich klasy, wniosek jest podobny. Rowery stają się coraz lżejsze albo przy podobnej masie zdecydowanie efektywniejsze.

Dodano: 2009-10-04

Autor: Tekst: Paweł Kisielewski

Tagi: ultralekkie

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1