Gunn-Rita Dahle: - Ja w ogóle nie mogę zrozumieć, jak można nie mieć dzieci! Moje życie, zanim urodził się mój synek, było nudne i całkiem do niczego...
Miłosz Kędracki: - Wygrałaś kilka ważnych wyścigów...
G.R.D.: - No i co z tego, jeśli człowiek nie ma celu w życiu. Powiedziałeś, że mam kilka tytułów na koncie, ale moja motywacja powoli spadała. Byłam w dobrej formie fizycznej, ale psychicznie... w moim życiu zdecydowanie czegoś brakowało. Zresztą niedawno byli u nas znajomi ze swoim niemowlakiem i jak tylko go zobaczyłam i powąchałam powiedziałam: ja też chce takiego malutkiego jeszcze raz. Może los sprawi, że będę miała więcej dzieci.
M.K.: - Dużo podróżujesz?
G.R.D.: - W tym roku mój plan zakłada jakieś 150 dni poza domem.
M.K.: - Uff!!!
G.R.D.: - Zgadza się, to niemało, jednak mam nieprawdopodobne szczęście, że moi rodzice uwielbiają z nami podróżować i opiekować się wnukiem. Mały świetnie odnajduje się w nowych miejscach i ma wielką śmiałość do nowo poznanych ludzi. W czasie wyścigów może być w pobliżu, a ja przecież ścigam się tylko dwie godziny z hakiem, do tego dochodzi rozgrzewka i rozmowy z teamem i kibicami, ale to wszystko. Potem możemy zająć się zabawą z dzieckiem.
M.K.: - Nie sądzisz, że to nie jest pociągające dla młodych dziewczyn?
G.R.D.: - Nie muszę być idolem. Wystarczy mi efekt, jaki wywarł na moich rodakach mój sukces.
M.K.: - Na dziewczynach?
G.R.D.: - Na dziewczynach i facetach. Jak pamiętasz 20 lat temu w Norwegii jeżdżących sportowo uznawano za poj... o przepraszam, za głupków. Dziś, jeśli nie jeździsz na rowerze, wydajesz się podejrzany. Jeżdżą wszyscy, starzy i młodzi, kobiety mężczyźni i oczywiście dzieci. Ja nie twierdzę, że to wszystko moja zasługa, ale scena rowerowa bardzo się zmieniła. Sukces maratonu Birkebeiner jest niewiarygodny i widok na starcie kilkunastu tysięcy ludzi dosłownie zwala z nóg. Ale co tydzień na starcie widzimy 2000-3000 ludzi - to jest ogrom, zwłaszcza biorąc pod uwagę populację mojej ojczyzny [niespełna pięć mln ludzi - przyp. red.].
M.K.: - To o tyle niewiarygodne, że macie paskudną zimę.
G.R.D.: - Zima nie jest problemem, a przeświadczenie o tym, że większość roku leży u nas śnieg, nie jest prawdziwe. W Stavanger praktycznie nie ma śniegu, czasem popada, ale przeplata się to z deszczem... no i wtedy jest rzeczywiście źle.
M.K.: - Jak w takim razie udaje ci się utrzymać zdrowie, żeby regularnie trenować?
G.R.D.: - No w tym roku było rzeczywiście ciężko, bo pierwszy rok w przedszkolu mojego syna
był okropny. Co tydzień przynosił jakąś infekcję i ja to łapałam.

M.K.: - Mimo to jesteś w dobrej formie. Co zalecasz, żeby się uchronić przed infekcjami?
G.R.D.: - Przede wszystkim trzeba dużo spać. Uważam, że najważniejsze jest, żeby nie pobudzać mózgu oglądaniem TV tuż przed snem. Ja myślę, że każdy ekran mruga i to wpływa stresująco na organizm, potem się człowiek przewraca z boku na bok i frustruje tym, że na drugi dzień będzie zmęczony i niewyspany, więc budzi się wkurzony. Błędne koło i nic dobrego z tego nie wynika. My z Kenethem przed zaśnięciem czytamy. Różnie to bywa, bo on czasami rzuca się na jakiś kryminał i nie może zasnąć póki nie doczyta do końca. To jest zagrożenie (śmiech).
M.K.: - Ech te skandynawskie kryminały. No a suplementacja?
G.R.D.: - Zanim zaczniesz ją stosować, zacznij od świeżych produktów - im mniej przetworzonych, tym lepiej. U nas nie jest łatwo kupić niepędzone owoce, ale to nie znaczy, że takich nie ma. Wy macie znakomite jabłka, jeśli to możliwe, wybieraj niezbyt dorodne, bo doskonałość powinna obecnie budzić podejrzliwość. My mamy kapitalne ryby, a nie ma nic lepszego niż świeże. W ogóle to najlepiej byłoby unikać mrożonek. W czasie moich podróży staram się jeść nieskomplikowane potrawy lokalne. Im łatwiejsze do przygotowania, tym większa szansa na to, że będą zdrowe.
M.K.: - No to znowu nuda: dużo snu, proste jedzenie. Większość młodych szuka podniet i dramatycznych działań.
G.R.D.: - No i to się kończy frustracją, ja wierzę w proste życie, w tradycyjne wartości i jestem pewna, że to pomaga, nawet jeśli ktoś prowadzi tak zwariowane życie jak ja. Pół roku na walizkach wydaje się szaleństwem, ale daję radę, tylko trzeba to wszystko odpowiednio zmodyfikować i dopasować do swojego harmonogramu.
M.K.: - A co ostatnio czytasz?
G.R.D.: - Dopadłam taką historyczną książkę o czasach wojny we Francji, jak żyli ludzie i wiesz, co mną tak naprawdę wstrząsnęło? Nie te okropieństwa wojny, tylko to, że choć minęło tyle lat i tamten świat wydaje nam się kompletnie inny, to ludzie myśleli tak bardzo podobnie. Te same rzeczy ich ekscytowały. Jakby odgrodzić nas od tej całej elektronicznej technologii, którą się otoczyliśmy, to nasze życie nie różni się absolutnie niczym.
M.K.: - Mam chyba siostrę-bliźniaczkę w Norwegii.
G.R.D.: (Śmiech)
M.K.: - Bo ja ostatnio jestem pod nieustającym wrażeniem książki opisującej losy pewnego Polaka, którego los rzucił do Paryża i we Francji spędził całą okupację. Wyobraź sobie, że kiedy wojska niemieckie weszły do Francji, nikt nie wiedział, co Niemcy zrobią z Polakami. I nasz bohater wziął kumpla, wsiedli na rowery i zaczęli wielką włóczęgę jadąc na południe Francji (Andrzej Bobkowski Szkice piórkiem). Nawet w Polsce to mało znana książka, ale pokazuje, że nie zmieniliśmy się w ogóle. Młode chłopaki jadą, gdzieś toczy się wojna, a oni upajają się zjazdami, kombinują jak dziennie przejechać kilka kilometrów więcej, gdzie nocować i jak się przypodobać dziewczynom. Chcą się napić wina. No właśnie, a wino jest zdrowe?
G.R.D.: - Wiesz, że mam do niego słabość. Szklaneczka dziennie jest na pewno zdrowa, dwie to już niekoniecznie. Ale jak chcesz zaimprezować, to ja uważam, że tylko wino się nadaje. Inne napoje mi szkodzą.

Dodano: 2011-06-29

Autor: Rozmawiał: Miłosz Kędracki

Tagi: Gunn-Rita

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory