Pierwszy kryzys, podjazdy, odżywianie, zjazdy - cztery magiczne terminy. Właściwie sedno wyścigu, czy maratonu. Coś, co dzieje się między 30 minutą wyścigu a fi niszem. Tu nie ma recept. Są ogólne zasady, ale każdy sam decyduje, jak to rozegrać.

Trochę to przypomina środkową fazę gry w szachy - po udanym debiucie czeka mozolne zdobywanie przewagi, aby zadać cios w końcówce. Tak samo na maratonie, czy wyścigu XC - błędny atak - za szybko przeprowadzony lub za mocno wyprowadzony - może być końcem Twego wyścigu. Tak więc ostrożnie. Lepiej czasami zrezygnować z forsownego tempa i dojechać do mety, niż zejść w pół trasy.
1. Pierwszy kryzys. Jeżeli dobrze jedziesz, może uda Ci się przejechać wyścig bez tego przykrego momentu. Są różne źródła kryzysu, ale jedno jest pewne - pojawia się on zazwyczaj nieoczekiwanie, zaskakująco, w złym momencie. Przyczyna jest trudna do ustalenia - bo gdyby było to łatwe, wszyscy potrafiliby go uniknąć. A zdarza się on nawet najlepszym. Kryzys to taka chwila, kiedy nagle zostajesz bez sił, chciałbyś zejść z roweru i nie masz ochoty dalej jechać.
Zastanawiałem się nad swoimi kryzysami i jak na razie wachlarz przyczyn jest następujący:
(1) za mocno rozegrany start - jeżeli ruszysz ze znacznie lepszymi od siebie zawodnikami po 20 minutach jazdy jesteś bez sił.
(2) Zaangażowanie się na początku wyścigu w bezsensowną gonitwę - nie trzeba od razu się ścigać - trzeba kontrolować sytuację, dopiero potem ocenić, kto jest twoim rzeczywistym rywalem.
(3) Za mocny podjazd - jedź w tak, jak się czujesz - nie patrz, że inni jadą szybciej.
(4) Złe picie i odżywianie - musi być systematyczne - potem brakuje siły.
Kryzysu lepiej unikać, ale jeżeli już się trafi - niestety trzeba sobie radzić albo jechać dalej, albo zejść na chwilę z roweru i starać się samego przekonać - dojadę, dam radę. Na mnie działa taki tekst: i tak musisz jakoś dotrzeć do mety. Zamiast czekać na pomoc, może jakoś się doczłapiesz na własnych nogach? Wiadomo, jazda po kryzysie to już nie to samo - jedziesz wolniej - ale zawsze jakoś jedziesz. Czasami pojawiają się skurcze - trzeba to rozmasować i jechać dalej.
2. Podjazdy. Są dwa sposoby - na sztywno i na miękko. Na sztywno - czyli na stojaka - przerzutki ustawione są na twarde przełożenie, które wymusza, abyś stanął na pedałach. Druga możliwość - ustawiasz przełożenie na miękki obrót - taki, że możesz „mielić” siedząc w siodełku. Oczywiście - jazda na „stojaka” ładnie się prezentuje, ale - tak jak sam po sobie widzę - wymaga dużo siły - przede wszystkim mocno angażuje serce, no i zaczynam szybciej oddychać. Dlatego częściej, szczególnie długie, kilkukilometrowe podjazdy, pokonuję w siodełku, na miękkim obrocie. Oddech jest spokojniejszy, a mięśnie po takim podjeździe nie są tak zmęczone. Tak więc zostaje więcej siły na dalszą jazdę.
3. Odżywianie. Szczególnie przy długich dystansach pilnuj systematycznego odżywiania - co 20-40 minut coś zjedz, najlepiej kilka kęsów. „Coś” to znaczy kawałek batonika energetycznego, banana, żel.

Dodano: 2008-10-23

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach