Do mety zostało 20-30 minut jazdy. To taki moment, że nadal można jeszcze sporo zyskać, ale też już bardzo dużo stracić.

Od Twojej rozwagi będzie zależało to, czy utrzymasz swoją pozycję, czy z trudnością dojedziesz do mety, czy też nie ukończysz tego wyścigu. Pamiętaj: im bliżej mety, stawka jest coraz wyższa i ryzyko coraz większe.
Dlaczego jest to ważny moment? Bo zaczynasz być coraz bardziej zmęczony - a wiadomo - człowiek zmęczony popełnia błędy. Ich przyczyn jest kilka - ból w rękach, gorsza koncentracja, być może jakiś defekt - na przykład źle pracująca przerzutka. To wszystko powoduje, że gorzej panujesz nad rowerem, że po prostu gorzej jedziesz. Dlatego pamiętaj - im mniej kilometrów do ostatniej linii, zagrożenie kraksą, wypadkiem, wywrotką wzrasta. I wtedy warto jechać znacznie ostrożniej i powtarzać sobie - spokojnie, dowieź to, co zyskałeś do mety. Nie ryzykuj - gdy widzisz korzeń, kamień, gałąź - ostrożnie omiń, pokonaj - jakbyś się dopiero uczył. Gdy zbliżam się do mety, moja czujność wzrasta proporcjonalnie do przejechanych kilometrów. To wielki ból na kilka kilometrów przed metą zejść z trasy.

Końcówka. To ostatnie kilka kilometrów. Peleton się już ułożył i już wtedy - prawdopodobnie - jedziesz obok swojego rywala. Przecież to, że jedziecie blisko siebie oznacza, że jesteście obaj zawodnikami o podobnej sile, że w podobnym czasie pokonaliście tę samą część maratonu. Bo przecież ci najszybsi są już na mecie, a ci początkujący daleko za Tobą. Tak więc to z nim się ścigasz. I tu się zaczyna kolarstwo. Bo pewnie chcesz z nim wygrać. Kątem oka widzisz jego sylwetkę i ruchy i starasz się określić - czy on ma jeszcze siłę, aby cisnąć, czy może to Ty powinieneś ruszyć do przodu. Dla mnie ten moment - ta końcówka - to jest moja najpiękniejsza część kolarstwa. Właśnie takie walki wspominam najdłużej. Oczywiście nie wszystkie wygrałem - czasami dałem się podejść - jechałem z kimś i myślałem, że będę lepszy na finiszu, ale okazało się, że to On zostawił sobie więcej siły. Albo innym razem próbowałem Go dojść na podjeździe, ale przyszedł zjazd i to była jego mocna strona. Nie mogłem dogonić. W końcówce jedź coraz uważniej. Nie daj się ponieść, pamiętaj, lepiej stracić jedno miejsce i dojechać do mety, niż się wywrócić i stracić znacznie więcej. Rozgrywanie końcówek przychodzi z kolejnymi wyścigami - jak rozłożyć siły, jak rozpracować - psychologicznie - przeciwnika, jak ocenić jego możliwości.

Finisz. To ostatni kilometr. Oczywiście fajnie jest, gdy do ostatnich metrów ścigasz się z rywalem. Jedziecie kierownica w kierownicę. Nikt nie odpuszcza. Walka do końca. Życzę Ci takiego finiszu. Będziesz do niego wracał wielokrotnie. Nic nie zostaje bardziej w pamięci, niż - niemal dosłownie - płuca zostawione na ostatnich metrach przed metą. Oczywiście tu już nie ma wielu rad. Jest jedna - w języku kolarskim zupełnie co innego znacząca - ogień. Oczywiście jest pytanie - na ile masz siły. Ile metrów potrafisz przejechać na całkowitym maksie - 30? 50? 100? Bo gdy za wcześniej zaatakujesz, może nie wystarczyć na ostatnie 10 metrów przed metą. I wtedy jest przykro. Czyli trzeba ćwiczyć finisze. Gdy wjeżdżam sam na metę, zawsze jadę na maksa. Jakby od tego zależało moje życie. Nie wiem, skąd to się bierze, ale walczę o każdą sekundę. O jak najlepszy czas. Ale gdy obok jest ktoś z kim się ścigam, to walka jest jeszcze bardziej zaciekła - przeciwnik wyzwala siłę, o której nawet nie wiesz. I po to są przeciwnicy.

Dodano: 2008-12-22

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach