Czerwiec to kolejny piękny rowerowy miesiąc. Ale też w czerwcu na kolarza-amatora czyha znacznie więcej pułapek niż w innym okresie. Zaczyna się pora przesadnej wiary we własne możliwości.

Wcale sobie nie myślcie, że wszystko, co tu napiszę, to książkowa teoria. Niestety, te błędy, to kawałek mojego rowerowego życia. Ale jak mówi przysłowie - uczymy się na błędach, najlepiej cudzych, tak więc oto kilka najważniejszych moich pomyłek. I jeszcze wyjaśnienie - kiedy zacząłem mówić o sobie z dumą „kolarz-amator”? Czyli kto to jest według mnie kolarz-amator. Tu defi nicja jest jeszcze prostsza: jeżeli zauważyłeś, że jeździsz na rowerze systematycznie - na przykład 2 lub 3 razy w tygodniu, jeżeli myślenie o kolejnej jeździe zajmuje w twojej głowie coraz więcej miejsca, jeżeli zaczynasz zastanawiać się, jakby tu udoskonalić swój rower, aby toczył się lżej i szybciej, jeżeli wystartowałeś w maratonie albo innej imprezie masowej i myślisz o kolejnym starcie - to jesteś kolarzem-amatorem. I tu dobra wiadomość. W naszej grupie społecznej nie ma zapisów, naboru, testów, kwalifi kacji, legitymacji. Wystarczy, że sam w sobie zadeklarujesz: jestem kolarzemamatorem - i już nim jesteś. Nawet jak nie masz klubu, ani żadnego kolegi na rower. Nawet jak samotnie jeździsz po swojej miejscowości w kolarskim stroju, wzbudzając uśmieszki sąsiadów. Kolarzem-amatorem człowiek zostaje z wyboru, a nie za zasługi. Bo nasze kolarstwo to sport dla wszystkich, a nie dla wybranych. Tak więc zapraszam.

Dla absolutnie początkujących, a więc tych, którzy jeżdżą pierwszy rok

Wbrew pozorom to dosyć bezpieczna grupa - jakbyśmy ją nazwali. Bo tutaj jeszcze nie ma chęci eksperymentowania z treningiem. Jest bardzo naturalny proces - człowiek kupuje sobie rower, zaczyna jeździć. Jeździ tyle, na ile ma ochotę, odpoczywa tyle, ile chce. Tak więc organizm ma czas się zregenerować. Dziś widzę, że to słowo - regeneracja - to klucz do wszelkiego rozwoju. A zasada jest prosta - im ciężej trenujesz, tym więcej odpoczywasz. Jeżeli rower kupiłeś na wiosnę, to już pewnie trochę zrobiłeś kilometrów, a więc już czujesz siłę w nogach. Dla mnie takim przełomowym rokiem był 2005. Wtedy wystartowałem w pierwszym swoim maratonie. Było to w Jeleniej Górze. Pewnie już o tym gdzieś pisałem - ale wtedy jechałem na ciężkim rowerze, z potwornie ciężkimi kołami i oponami. Co mi się najbardziej spodobało w maratonach? Że jest to powrót do korzeni kolarstwa. Wtedy, na tej trasie przypomniały mi się wszystkie archiwalne zdjęcia sprzed 100 lat. I zasady pierwszych wyścigów - kolarz sam jedzie do mety i musi sam sobie naprawić rower - jeżeli ma awarię. Gdy zbliżałem się do Jeleniej Góry i widziałem na polnej drodze samotnie jadących rowerzystów - znalazłem odpowiedź - to dlatego 100 lat temu ludzie zaczęli startować w wyścigach!!! Jest to ten rodzaj uczucia, który każe człowiekowi, mimo różnych przeszkód, stanąć na linii startu i ruszyć z innymi na trasę. To chęć sprawdzenia swoich możliwości. Dziś bym powiedział - chęć poznania siebie, odkrycia siebie.

Dodano: 2009-06-30

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach