Lipcowe haczyki to: przetrenowanie i wypalenie pasji rowerowania. Tak więc ostrożnie - nie przesadzaj. Zachowaj radość jazdy.

Najłatwiej w lipcu mają początkujący - czyli wszyscy ci, którzy kupili rower w tym roku. Bo nawet gdy zaczęli jeździć, to jeszcze nie zdążyli się zajeździć, a więc przetrenować. Pierwszy rok jazdy jest bardzo łatwy, bo wszystko przebiega naturalnie - tak więc idziemy na rower wtedy, kiedy mamy ochotę. A robimy przerwę wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni. Przerwa to kilka dni po dłuższej jeździe. Na przykład pamiętam swoją pierwszą setkę - a więc jednodniową wycieczkę o długości ponad 100 kilometrów na rowerze górskim. Zaznaczam „górskim”, bo na szosówce przyjętą taką magiczną granicą jest 160 kilometrów. Wiadomo węższe opony, mniejsze opory toczenia, lżejsza jazda i wyższa prędkość średnia. Był to styczeń 1999 - bardzo ciepła zima - może 10oC. Wycieczka była nieplanowana - pojechałem w niedzielę na zbiórkę rowerzystów, spotkałem znajomych i ruszyliśmy. Padło hasło „Na Ślężę” - i wtedy już nie można było - choćby z dumy - się wycofać. Na szczyt nie wjechaliśmy, bo wcześniej zdobyliśmy Radunię, a na naszą Ślężę już nie starczyło czasu - dojechaliśmy kilkadziesiąt metrów za szlaban. Wróciliśmy wieczorem, a na następny dzień z dumą opowiadałem w pracy o swoim sukcesie. I przez kilka dni chodziłem jak połamany - wszystko mnie bolało i ledwo co siedziałem na rowerze. A do regularnej jazdy wróciłem po kilku dniach. I to właśnie jest dla mnie to naturalne pojmowanie treningu - jeżdżę wtedy, gdy czuję, że już się zregenerowałem, a więc, że moje mięśnie odpoczęły i są gotowe do dalszej pracy.
W różnych okresach zaawansowania czas regeneracji jest inny. Na początku mój organizm odpoczywał długo, teraz trochę krócej. Zazwyczaj jest to koło 7 dni. Tak więc po dużym wysiłku potrzebuję 7 dni na odpoczynek. Im lepszy kolarz, tym potrzebuje mniej czasu na pełen odpoczynek - niektórzy już po 3 dniach są gotowi na kolejny długi dystans. Ja już nie ryzykuję, bo przekonałem się, że u mnie prowadzi to do przetrenowania. A to bardzo niepożądany stan, który zdarzyło mi się zaliczyć dwa razy na początku mojej kolarskiej drogi, w drugim i trzecim sezonie maratońskim poważnego jeżdżenia. Poważnego - myślę tak o sobie wtedy, gdy zacząłem regularnie trenować. Po pierwszym sezonie maratońskim, w 2005 roku, postanowiłem w następnym - 2006 roku - choć raz ukończyć dystans giga. Znacie pewnie to już z mojego bloga - dystans giga to prawdziwe kolarskie wyzwanie. To jak zdobycie najwyższej góry świata. Ale żeby przejechać te 80 kilometrów po górach, najpierw trzeba ileś tam razy taki dystans - albo dłuższy - pokonać na szosie. I wtedy właśnie najczęściej jeździłem na Ślężę - czyli ode mnie spod domu trochę ponad 100 kilometrów w obie strony. Oczywiście z ostatnim podjazdem na szczyt - 5 kilometrów - najpierw asfaltem, potem szutrem. Udało się! W czerwcu 2006 roku ukończyłem swoje pierwsze giga - w 6 godzin - Boguszów-Gorce. Potem przez pierwsze trzy dni leżałem prawie nieprzytomny, ale postanowienie zostało spełnione. I nadal jeździłem dystanse. I właśnie to doprowadziło mnie do przetrenowania w lipcu. Jest to taki ogólny stan zmęczenia - a pierwszy symptom - nie chce mi się iść na rower. To poważne ostrzeżenie. Niestety - dalej - mimo wszystko jeździłem, bo trzeba zrobić trening, coraz bardziej się męczyłem, aż w końcu miałem dość. Podobna sprawa była w 2007 roku. Tu trochę ostrożniej, ale też jakoś w lipcu nie powiedziałem sobie: stop i przeholowałem. A w ogóle dystanse giga to trudna sprawa. Bo najpierw trzeba solidnie się przygotować - czyli już na koniec zimy-początek wiosny - trzeba być tak wytrenowanym, aby długie 5-6 godzinne jazdy robić bez żadnego wysiłku. Czyli bułka z masłem - wsiadam na rower jadę bez przerwy 6 godzin - w czasie jazdy jem posiłek, piję. Bez postojów. Ale żeby robić takie jazdy, trzeba mieć odpowiednie godziny pracy - bo skąd wziąć tyle czasu. No, chyba że się jest zawodowym kolarzem i jeżdżeniem zarabia na chleb. Ale to tylko nieliczni, a większości z nas pozostaje jedynie pomarzyć.
Ale do rzeczy - źle przygotowany sezon w giga szybko prowadzi do przetrenowania. Dlatego w sezonie trzeba ostrożnie. Dużo odpoczywać, po wytrenowaniu nie stosować w treningu - między zawodami - długich jazd. Już nie trzeba sobie udowadniać, że co 3 dni mogę pojechać znowu stówkę.

Dodano: 2009-07-13

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach