Sierpień był dla mnie zawsze niełatwym miesiącem. Bo za mną już sporo kilometrów, ale do końca sezonu jeszcze kawałek drogi. A do tego trzeba pogodzić własną pasję z życiem rodzinnym, czyli wspólnym wyjazdem na wakacje.

Sprawa jest trudna, bo każdy rowerzysta najchętniej spędzałby wakacje jeżdżąc całymi dniami na rowerze. Ale zazwyczaj rodzina ma inne pomysły na odpoczynek. Uwaga pierwsza: nie wydaje mi się, aby rozsądne było udowadniać żonie i dzieciom, że rower to fantastyczny wypoczynek, czyli - mimo wszystko - wsadzać ich na dwa kółka i kazać kręcić. Ludzie dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy mają wielką satysfakcję z tego, że obracając korbami wprawiają w ruch swój pojazd i przemieszczają się po Matce Ziemi, czyli - mówiąc krótko - że jadą na rowerze. Druga grupa może jechać rowerem, ale nie widzi tym nic niezwykłego. Tak więc trzeba ich zrozumieć - i to co nam się wydaje Pierwszym Cudem Świata (rower), niekoniecznie musi być uznane przez naszą rodzinę za taki cud. Co więcej - trzeba to uszanować. Bo jeżeli nawet nam się uda przygotować rodzinę do jazdy i logistycznie taką wyprawę poukładać, to jazda z konieczności w końcu obróci się przeciw nam - rodzina będzie się wlokła, narzekała, utyskiwała, marudziła. Ani my się nie najeździmy, ani nasza rodzina nie odpocznie. A często niestety takie przykre doświadczenia dzieci wspominają przez całe życie. A nie o to chodzi. Bo podstawowy warunek: wszyscy uczestnicy rowerowych wakacji muszą tego bardzo chcieć. Po prostu - ma być to ich największe marzenie. Bo inaczej wyjdzie średnio. Czyli: nie zmuszać. No dobra, cóż takiego wykombinowałem. Po pierwsze, staram się nie planować na czas wakacji z rodziną jakichś treningów. Traktuję taki urlop jako naturalne zmniejszenie obciążeń treningowych. Raz w Lanckoronie miałem ustawiony mocny plan. Bo tam jest fajna góra, aby ćwiczyć podjazdy. Ale przesadziłem - wróciłem do domu przemęczony (fi zycznie!). I tak nie było skutku. Już teraz wiem, że lepiej poświęcić ten czas na rodzinę. Jeżeli jest możliwość, biorę ze sobą na wakacje rower, ale jeżeli nie - gdzieś pożyczam. Ale już się nie upieram - musimy zabrać mniej rzeczy, żeby zmieścił się rower. W trakcie tych dwóch tygodni jazd jest mniej. Jeżdżę co drugi-trzeci dzień, raczej, aby trochę rozkręcić nogę. Dobrze jest tuż przed wyjazdem zrobić sobie kilka dni mocnych treningów - wtedy te dwa tygodnie będą akurat dobrą przerwą na regenerację. W zeszłym roku na wakacje pojechaliśmy do Krakowa. Tam nie było problemów z pożyczaniem roweru. Nawet znalazłem taką wypożyczalnię, która miała całkiem nowe trekkingi. Tak więc brałem rower na 1,5-2 godziny i jeździłem sobie po mieście. Oczywiście na Kopiec i do kamieniołomów. Przyznam, że nawet przekonałem się do trekkingów - miłe rowery na spacery. A gdy kiedyś byłem na wakacjach w Swarzewie, rower pożyczałem od gospodyni - stary góral (mtb), ale fajne wspomnienia. No właśnie, kiedy jeździć? Oczywiście w momencie, gdy wszyscy śpią, albo gdy mają jakieś inne swoje zajęcia. Mam to już przećwiczone - bez sensu jest jechać na wakacje z rodziną, gdy głównym punktem dnia jest wyjazd ojca na rower. I cała rodzina żyje tylko tym, czy tato pojedzie na rower, czy nie. Bo jak nie pojedzie, to będzie zły. Nie terroryzuję całej rodziny swoim rowerem. Najlepiej jest wstawać rano - razem ze słońcem - koło 4-5 - i jechać na godzinkę, dwie. Wracam, gdy dopiero moi najbliżsi się budzą. Oni ledwo otwierają oczy, a ja już zadowolony po rowerze. W Swarzewie jeździłem na plażę do Władysławowa oglądać wschody słońca. Gdy jedziemy razem na wakacje, staram się nadrobić wszystkie zaległości rodzinne. A więc dużo czasu poświęcam na rozmowy, na przebywanie razem. Przede wszystkim staram się słuchać. Staram się zrezygnować z własnego opowiadania o moich pasjach, a słuchać, co mają mi do powiedzenia moi synowie. Pytam ich, rozmawiam, milczę i słucham. W moim przypadku jest to trudne, bo lubię mówić. Ale wtedy zaczynam rozumieć, jaka to wielka sztuka słuchać innych.
Czy sierpniowy urlop wpływa na formę? Prawda jest taka, że nie ma możliwości, aby w całym sezonie utrzymać wysoką formę. Można przez 4-6 tygodni dobrze jeździć, a potem trzeba dać nogom odpocząć. Nawet Lance nie jeździ dobrze przez cały sezon - szykuje się tylko na Tour de France. Tak więc, gdy dobrze zaplanujemy kalendarz, to ten urlopowy sierpień jest idealnym momentem na złapanie rowerowego oddechu przed drugą częścią sezonu. Choć często już nie jest możliwe, aby wrócić do swoich wyników z pierwszej części rowerowego roku. Ale niestety, to jest część naszej natury - organizm i forma kolarska jak pory roku - rośnie, dojrzewa, owocuje, a potem przychodzi jesień i potrzebuje odpocząć. Baw się dobrze.

bikeBoard 8/2009 (gdzie kupić)

Dodano: 2012-08-03

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1