Tak jak pisałem przed miesiącem - listopad to przełom rowerowego roku. Kończę poprzedni sezon i zaczynam następny. Jakieś małe fajerwerki i do roboty.

Śmieszna ta data - 22 listopada. Ale to taki dzień, gdy już odpocząłem po poprzednim sezonie i ruszam do ćwiczeń przed nowym rowerowym rokiem. Dlatego - jak napisałem - to dla mnie rowerowy sylwester i Nowy Rok. Początek listopada to próba ustalenia kalendarza na następny sezon. Niestety, pewnie daty większości imprez jeszcze nie będą znane. Ale mogę już coś wnioskować z terminów z lat ubiegłych. Przez te pierwsze trzy tygodnie listopada obmyślam plany startowe na przyszyszły sezon. Robię sobie prywatną burzę mózgów i zbieram moje własne różne postulaty. Bo zawsze po takim sezonie mam wiele nowych pomysłów na sezon. Na przykład kiedyś trafi ł mi w ręce numer bikeBoardu z opisem TransCarpatii. Tak to mnie zakręciło, że moim największym rowerowym pragnieniem był udział w etapówce górskiej. Tak więc cały okres przygotowań - od grudnia do kwietnia - poświęciłem na treningi pod taki wysiłek. Wiedziałem jedno - na dwa tygodnie przed imprezą muszę mieć tak przygotowany organizm, abym mógł bez problemu jeździć po kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Plany udało mi się zrealizować - w etapówce wystartowałem - co prawda 4-dniowej - ale dała mi w kość. Mile wspominam i podziwiam, bo to wielki wysiłek. Dzięki temu też już moje rowerowe marzenie: „ukończyć etapowy wyścig górski” - zostało zrealizowane. Wiem, jak to jest i ile potrzeba sił, aby to zrobić. Na razie mi wystarczy.
Wiem też, że etapówka to nie tylko przygotowanie organizmu, ale także bardzo skomplikowane ułożenie sobie wakacyjnego życia rodzinnego, zapewnienie odpowiedniej ilości pieniędzy na taki wyczyn, przygotowanie roweru. Bo z rowerem jest tak: jak coś ma się zepsuć - to na etapówce na pewno się zepsuje. Tak więc rower musi być mocny, części nowe, sprawdzone, najwyższej klasy, w torbie zapas wszystkiego, co może się urwać, wytrzeć, zepsuć. Kto wie, czy może i zapasowa rama - wcale nie żartuję. Bo dziś ramę z aluminium można dostać już za jakieś 300 złotych, a jak na początku wyścigu złamiesz swój rower, to jak pojedziesz dalej? Na wiosce pożyczysz rower sportowy?
Oprócz etapówki miałem kiedyś marzenie - ukończyć giga. Tak więc stopniowo zwiększałem swoją wytrzymałość, aż raz udało mi się zmieścić w limicie czasu i ukończyć giga. Byłem szczęśliwy. Ale apetyt rósł i postanowiłem któregoś roku jeździć tylko giga. Tak więc cały okres przygotowań poświęciłem na długie wyjeżdżenia, aby wystartować w klasyfi kacji giga. Pierwszy wyścig poszedł nieźle, ale gdy zaczęły się góry, pojawiły się problemy. Maratony kończyłem, ale okazało się, że taki start to dla mojego organizmu ogromny wysiłek. Zazwyczaj całą niedzielę (po sobotnim Tak jak pisałem przed miesiącem - listopad to przełom rowerowego roku. Kończę poprzedni sezon i zaczynam następny. Jakieś małe fajerwerki i do roboty.
starcie) leżałem plackiem, piłem ogromne ilości wody, jadłem i spałem. Bo moje giga to średnio ponad 4 godziny wysiłku, a czasami i 6. Tak więc był to potężny cios w organizm. Ale marzenie to marzenie i trzeba je spełniać. Jednak po takim sezonie już mi przeszła ochota na długie dystanse. Co nie znaczy, że nie chcę startować w giga.

Dodano: 2009-12-15

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach