Jeżeli już budżet jest zrobiony i czas na trening zagwarantowany, wygodnie usiądź w fotelu i bez pośpiechu zastanów się, o co tobie w tym rowerowym życiu chodzi. Jasno określony cel - to podstawa dalszych działań. Nawet powiedziałbym - ten cel defniuje wszystko inne.
Zdaje się, że jest to największy problem wszystkich amatorów, którzy zaczynają jeździć lub jeżdżą od niedawna. Mówiąc inaczej: jeżdżą bez planu, jeżdżą wszystko, co popadnie, czyli rozmieniają się na drobne. Jak w „normalnym” życiu - tak w życiu rowerowym - szybko przychodzi zapłacić rachunek - ileś imprez przejechanych, a żadnej satysfakcji. Czas stracony, pieniądze stracone, a w życiu nic się nie zmieniło. Bo - jak dla mnie - piękno sportu polega na tym, że człowiek wynajduje swoją górę. A potem małymi kroczkami zmierza do tego szczytu - poprzez działania, treningi, wyjazdy. I w końcu ten szczyt osiąga. I wtedy jest maksymalna radocha. No dobra, jakie mogą być te cele? Po pierwsze i najważniejsze: zależą od stażu i doświadczenia kolarskiego. Żeby uniknąć teoretyzowania i literatury naukowo-fantastycznej podam kilka z własnego doświadczenia.

Zapewne na początek najlepszy jest: solidnie przygotuję się i wystartuję w lokalnych zawodach. Ważna jest świadomość, że pierwsze zawody to szkoła przetrwania i nauka na własnych błędach. Zacząć trzeba od przetrawienia porady fachowców. W ciągu piętnastu lat istnienia bikeBoardu pojawiły się ich na naszych łamach setki, dużą część zarchiwizowaliśmy na naszej stronie bikeboard.pl, a nowa, bardzo przyjazna wyszukiwarka pomoże je odnaleźć. Jeśli ten pierwszy raz masz już za sobą, można wyznaczyć kolejny cel: wystartować w niektórych wyścigach cyklu, aby poznać trasy i zobaczyć, o co chodzi. Raczej nie nastawiałbym się na: wystartować i rozjechać rywali. No, chyba że jeździłeś kiedyś zawodowo na szosie. Kiedy zaczynasz poznawać trasy wyścigów w Polsce, zaczynasz rozumieć, na czym polega trudność poszczególnych imprez. Na ułożeniu w kalendarzu? Zimne, podobne do klasyków imprezy wczesnowiosenne, nieprzewidywalne pogodowo letnie, czy też słotne i zimne organizowane późną jesienią. Charakterystyce trasy? Podjazdach? Długich i niezbyt stromych, czy też krótkich i niemal pionowych. Zjazdach? Po gładkich szutrówkach, czy korzenistych ścieżkach. Dopiero zgłębiwszy sekrety i tajniki można zdecydować się na postawienie sobie prawdziwie ambitnego celu: być sklasyfikowanym w cyklu - czyli przejechać tyle wyścigów, ile wymaga regulamin, aby dostać się do klasyfikacji generalnej. Zazwyczaj jest to 8, ale może być też 7, czy nawet pięć. Trzeba przeczytać regulamin (dokładnie) i dopiero po takim sezonie mniej więcej wiesz, ile brakuje Ci do innych. Jest to jakiś punkt wyjścia na następne sezony i planowania, gdzie w stawce chciałbyś się znaleźć za rok czy dwa. A potem praca, praca, praca.

Cel sportowy określa Twoje dalsze przygotowania. Inaczej trzeba trenować, by pojechać cały sezon równo i optymalnie mocno, a inaczej zbudowany jest plan stworzony pod kątem jednej imprezy w roku (np. mistrzostwa czy Tour de France - Lance też coś kiedyś o tym pisał - przyp. red.). No i jeszcze inaczej ułożony, by sprostać wymaganiom górskiej etapówki. Ale najważniejsze jest to, żeby ustalić cel ostateczny i to tego dopasować pozostałe klocki. Powodzenia w określaniu swoich sportowych celów (i życiowych również).

Dodano: 2012-10-30

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Tagi: trening

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później