W polsce „dzikie rubieże” praktycznie nie istnieją. Góry są silnie zurbanizowane i rzadkością są niezamieszkałe doliny, na szczęście zdarzają się niezabudowane grzbiety. Mimo wszystko są jeszcze w górach rzadziej uczęszczane trawersy, szlaki czy zjazdy, o których nic nie wiesz. W jaki sposób je przejechać? Najpierw trzeba je znaleźć! Poszukiwania najlepiej rozpocząć od poważnego przestudiowania mapy. Ponieważ interesują nas ścieżki, najwięcej informacji przekaże nam wykonana w skali 1:20 000 w najgorszym wypadku 1:50 000. Większych uogólnień nie ma sensu brać pod uwagę. „Setka” jest do tego bezużyteczna - pewnie będą na niej widoczne ważniejsze drogi leśne czy polne, jednak nie sposób zakwalifi kować ich do potrzeb wąskościeżkowego enduro. Istotna jest też ilość szczegółów zawarta przez twórców mapy, warto weryfi kować je według miejsc które znamy i ekstrapolować jakość szczegółów na nieznane rewiry. Najprostsza metodą jest przeszukanie oznakowanych szlaków pieszych i będą to najtrafniejsze wybory - ale czy najciekawsze? Warto przyjrzeć się, czy oznakowane linią przerywaną bądź kropkami ścieżki nie prowadzą do jakich ciekawych zjazdów. Może stanowią łączniki szlaków, mogą być dawnymi drogami, które wyszły z użytku, zarosły, zwęziły się i po takim naturalnym tuningu stanowią nowe wyzwanie? Koniecznie trzeba zwracać uwagę na gęstość poziomic. Najlepiej porównywać je do znanych odcinków, mogących stanowić punkt odniesienia nie tylko do nastromienia, ale i do skali trudności. Z doświadczenia dodajmy, że warto unikać prostych jak strzelił dróg wiodących w poprzek poziomic. Są to najczęściej pionowe szlaki zwózki drewna. Wcale nie fajne, zerodowane, pokryte rumoszem i błotem. Ciasne agrafki zakrętów oraz trawersujące stoki oznaczenia mogą mieć potencjał enduro.
Najwyższy stopień radości pozwolą osiągnąć ścieżki wiodące grzbietami i nie wolno się zrażać tym, że oznakowania są przerywane - tam musiały być kiedyś drogi lub ścieżki i najprawdopodobniej nadal wykorzystywane są przez pojedynczych ludzi gór lub zwierzęta. Poza tym grzbiet jest mniej narażony na erozję, woda obsycha a nie żłobi koryt. Dlatego warto unikać dolinek - choć z drugiej strony po intensywnym wypłukaniu mogą stanowić bazę dla konkretnej wyrypy. Ale raczej w dół niż pod górę. Szczegółowe mapy i przewodniki mogą nam dodatkowo wskazać miejsca, które warto odwiedzić ze względu np. na atrakcyjny punkt widokowy. I na tej podstawie ustalić marszrutę.

Zaraz po rozpoznaniu spraw na mapie, warto poszukać informacji u ludzi, którzy zjeździli teren, który chcemy eksplorować. Można ich znaleźć w lokalnym sklepie rowerowym. Jednak warto poszukiwać informacji tam gdzie zaopatrują się rowerzyści o podobnych zainteresowaniach. Inaczej pewne szlaki widzi miłośnik szosy, XC czy maratonów. Całkiem inaczej odległości i trudności szlaków czy dróg widzą miejscowi. Góralom najlepiej w ogóle nie pokazywać mapy - nie potrafią jej czytać, a dla pewnych miejsc mają własne nazwy. Co innego w przypadku sklepu - zawsze wykierują bez pudła. Warto natomiast zaczepić jadącego bikera.
Zawsze! Dlatego pozdrawiajmy się i odpowiadajmy na „zaczepki” - to może być sposób na pozyskiwanie i wymianę informacji. Dobrym rozwiązaniem jest obserwacja galerii ze zdjęciami z gór i to nie tylko rowerowych. Nawet ski tourowe galerie pozwalają odkrywać dzikie przejścia. Jeden obraz to podobno 1000 słów. Jeśli zobaczymy fajny fragment, można próbować ustalić, gdzie on się znajduje - po nazwie, położeniu geograficznym i spróbować na mapie wyznaczyć do niego dojazd. Na forum emtb.pl znaj-duje się ponad 700 wątków dotyczących tras planowanych i przejechanych - mogą stanowić nie tylko inspirację, ale i gotowe przepisy na smaczną potrawę emtebe. W razie potrzeby można odpowiednio wcześniej rzucić pytanie w sprawie jakiejś białej plamy na mapie.

Zdecydowanie najlepszym sposobem na odkrycie nowych miejsc do jazdy są zawody. Pozwalają one znakomicie poznać teren. Organizatorzy dbają o zapewnienie miłych wrażeń i korzystają z pomocy najlepiej obeznanych z okolicznymi szlakami rowerzystów. Fragmenty maratonów oznaczone wykrzyknikami mogą być ciekawymi przyczynkami do jazdy w stylu enduro. Ale zawody spod znaku Enduro Wyrypa idealnie wpisują się w ten klimat. Szczegóły zawarte na www.endurowyrypa.pl pozwolą nie tylko zarejestrować się, ale znaleźć więcej informacji na temat tras i zawodów. Warto tylko zdawać sobie sprawę ze specyfiki poszczególnych zawodów. TUR to pięć odcinków specjalnych rozgrywanych nie tylko w dół, ale i na podjazdach. Lawina to przeszczep z ziemi francuskiej: dziki zjazd po bardzo trudnej, naturalnej trasie praktycznie cały czas w dół.

No i jeszcze wątki takie jak bezpieczeństwo. W parkach narodowych trzeba trzymać się zaleceń dotyczących poruszania się rowerem. Po co narażać się na nieprzyjemności ze strony parkowców? Jeśli planujemy spędzić jeden dzień w górach bez noclegu, należy rozsądnie planować długość eskapady i przemnożyć go przez współczynnik „P” (jak przygoda). Musimy pamiętać o tym, że w górach, gdzie warunki mogą się błyskawicznie zmienić, a usterka mechaniczna, czy kontuzja znacząco wydłużyć czas dotarcia do cywilizacji, dlatego każdy nieznany zjazd pokonać trze-ba z dużą dozą rozsądku. Planując zwiedzanie nieznanego terenu warto też znaleźć odpowiednią bazę turystyczną, taką która da schronienie nam i naszemu sprzętowi. Warto zapytać już podczas rezerwacji czy schronisko/hotel/agroturystyka zapewnia nam bezpieczne „lokum” dla roweru oraz czy mokrzy i ubłoceni będziemy równie mile widziani.


Poniżej natomiast zamieszczamy informacje dodatkowe, które nie znalazły się w wydaniu papierowym.

Omówienie idei zawodów z cyklu Enduro Wyrypa:

TUR - Jazda ciężka! Mocna jednodniówka. Wymagająca i intensywna. Techniczne sekcje zjazdowe i najciekawsze trasy podzielone na odcinki specjalne. To już znana z polskich szlaków formuła - przejeżdżamy trasę około 60 km, podczas której ścigamy się tylko na odcinkach specjalnych. Na trasie jest 5 „oesów”, w tym 3 zjazdowe, jeden podjazdowy i jeden trawers. Dzięki formule zaczerpniętej z rajdu samochodowego mamy możliwość nie tylko ścigać się, ale także cieszyć się chwilą relaksu i np. wymianę opinii z innymi podobnymi sobie podczas pokonywania odcinków dojazdowych. Na trasie czekają nas bardzo trudne, techniczne sekcje zjazdowe z masą wielkich kamieni i korzeni oraz trudne podjazdy, które wycisną siódme poty z niejednego harpagana.

Sprzęt
Jedyny słuszny rower, na którym można się zmierzyć z trasą, a jednocześnie liczyć się w klasyfikacji, to mocny rower z pełną amortyzacją, ze skokiem co najmniej 130 mm. Potrzebne nam będą także szerokie opony z mocną ścianą boczną, która zminimalizuje ryzyko łapania „snejków”. My sami też musimy się przygotować: ochraniacze, kask (nie tylko zwykły, ale także full face). W zależności od pogody musimy też dobrać odpowiednią odzież. Tak więc zależnie od pogody bluza, kurtka (oczywiście musimy uwzględnić fakt, że pogoda w górach lubi być kapryśna i nieprzewidywalna). Polecane są też rozwiązania izolujące bagaż od warunków zewnętrznych np. od deszczu. Warto zabrać też ze sobą apteczkę.
Podstawowe narzędzia tj. scyzoryk z kompletem imbusów mogą się przydać, obowiązkowo zamienna dętka albo i dwie oraz komplet łyżek, które pomogą zdjąć zabłoconą oponę. Jeżeli zabieramy ze sobą dętkę to i bez pompki nic nie zrobimy.
Na trasę trzeba zabrać dużo płynu, najlepiej w bukłaku. Coś do jedzenia, ale nie trzydaniowy obiad z zastawą, tylko raczej coś kompaktowego i zarazem pożywnego typu batoniki musli lub żel energetyczny.
Plecak musi być spakowany oszczędnie tak, aby na nie ciążył, ale zarazem rozsądnie - zabieramy wszystko, co może przydać się nam podczas jednego dnia jazdy po górach.

LAWINA: to formuła przeszczepiona na polski rynek z Francuskich Alp http://www.avalanchecup.com/ jednak dopasowana do polskich możliwości. Jest to nowość. Są to zawody ze wspólnego startu. Trasa będzie przygotowana w taki sposób, aby zaliczyć jak najwyższe przewyższenie przy jak najdłuższym zjeździe. Jeden dziki zjazd wszystkich zawodników w jednym czasie. Maksymalna deniwelacja jaką można pokonać w naszych górach.

Sprzęt
Podstawa to rower, ale jaki - oto jest pytanie, czy lawina to będzie tylko i wyłącznie dzika jazda w dół, czy może znajdzie się miejsce na trasie, gdzie będzie płasko. To pozostawiamy jako tajemnicę.
ROWER: polecany rower to z pewnością full. Najlepiej z dużym skokiem zawieszenia. Minimalna szerokość opon to 2.3 idealnie byłoby, jakby opona posiadała wzmocnioną ścianę. Ze względu na to, że trasa może przybierać różną formę i różny kąt nachylenia, powinniśmy posiadać korbę z co najmniej dwiema zębatkami. Nie potrzebujemy na jeden zjazd dużo wody czy czegoś do jedzenia. Przede wszystkim musimy być wyposażeni w kask typu full face i komplet ochraniaczy. Bezpieczeństwo powinno być dla nas najważniejsze. Narzędzia czy zapasowa dętka też na nic się zdadzą, ponieważ nie naprawimy defektu w kilka sekund.

Więcej na www.endurowyrypa.pl

Dodano: 2011-06-13

Autor: Tekst: Antek Zuzak

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później