Te porady skierowane są do osób początkujących - to znaczy tych, które właśnie w tym roku zaczęły jeździć lub do tych, które na fali ogromnej popularności roweru postanawiają coś w swoim życiu zmienić i zacząć w przyszłym sezonie startować w zawodach. Ale żeby tak bez ceregieli od razu o kasie? Już w październiku trzeba zacząć przygotowania do następnego sezonu. Żeby w przyszłym roku pojeździć, trzeba się do tego teraz dobrze przygotować - i już teraz zacząć. Zabiegi te zależą od dobrego planu, którego dużą częścią jest właśnie budżet na rower. Jasne? No to jeszcze raz. W październiku zaczynamy planować przyszły sezon. Częścią tego planu jest maszyna. Czasem niezbędna jest kompletna „sztuka nówka”, często wystarczy remont lub doskonalenie tego, co się posiada, ale i nawet to bardzo silnie rzutuje na budżet. I nie chodzi o to, żeby z katalogu wybrać model najdroższy. Wydatek musi być tak skalkulowany, żeby wystarczyło Ci pieniędzy na wyjazdy w góry. I teraz pytanie podstawowe: ile razy chcesz pojechać na rower w przyszłym roku? Wbrew pozorom dla rowerzystów górskich pytanie to jest jednym z najtrudniejszych. Bo tak naprawdę od niego się wszystko zaczyna. Odpowiedź na tę kwestię określa nasze zaangażowanie w ten sport i jest początkiem dalszych działań. Definiuje odpowiedź na tak elementarne pytanie, jak to, czy chcesz walczyć w generalce którejś z serii. Jeśli tak, musisz znać minimalną ilość edycji danego cyklu potrzebną do wygenerowania wyniku i powiedzieć sobie, czy dajesz sobie rezerwę na ewentualne poprawienie wyniku?

Prawo Murphyego
Zdarza się, że człowiek zainwestował mnóstwo pracy i czasu w treningi - w siłownię, basen. Męczył się w hardcore’owych warunkach od grudnia, a potem przychodzi czerwiec i... brakuje pieniędzy na wyjazd - bo jakieś tam życiowe sprawy, bo złamała się rama, sponsor się wycofał, itd. To jest właśnie życie, znam to z opowieści i forów. Tak więc w przyszłorocznym budżecie powinieneś dokładnie określić kwotę potrzebną na wyjazdy na zawody oraz przynajmniej raz na „zgrupowanie” w górach (choć jeżeli startujesz w maratonach, efektywniejsze byłyby trzy takie sesje). Maratończycy startujący na szosie też dokładnie muszą przewidzieć, ile pieniędzy potrzeba na jeden wyjazd - i pomnożyć razy liczbę takich wyjazdów. Ale jest też pewne ułatwienie - nie wszystkie wyjazdy tak samo kosztują, a więc, gdy jest bliżej - można liczyć trochę mniej.
Co się składa na taki wyjazd: benzyna, nocleg, jedzenie na miejscu (jeżeli jedziemy na dwa dni), żele. Zwyczajem jest, że zawodnicy starają się jeździć jednym autem w dwie, trzy, cztery osoby - wtedy koszt paliwa dzieli się po równo i już nie jest to jakaś astronomiczna kwota. Można pojechać samemu, wygodniej i można modyfkować plan wyjazdu itp. Jeżeli chcesz być liczony w klasyfkacji, a więc zaliczyć tych kilka startów, to robi się z tego kwota. Wyjazdy grupowe mają też inny plus - bardzo ładny - integrację. W czasie takich wyjazdów poznawałem nowych kolegów - i są różne życiowe rozmowy - bardzo ciekawe i rozwijające. Gdzie szukać kolegów na wyjazd? Na forach internetowych przy stronie każdej imprezy są przeważnie osobne wątki - „dojazdy na maratony”. Możesz też sam dać ogłoszenie albo odpowiedzieć na czyjeś. Wyjazdy grupowe są także bardzo ekologiczne - i mam maleńkie poczucie, że jakoś choć trochę wpływam na zmniejszenie emisji spalin. I oczywiście ekonomia - bo zaoszczędzone kilka dych można przeznaczyć na nową oponę z innym bieżnikiem albo lepszą kierownicę, zresztą zawsze są jeszcze jakieś wydatki.

Inne Komponenty
Dwie godziny spędzone w samochodzie tuż przed startem nie są wyzwaniem. Jednak wraz z upływem lat siedzenie nawet na skórzanym fotelu w klimatyzowanej limuzynie stanowi coraz poważniejszy problem. Ponad trzygodzinny dojazd na start i powrót po dekoracji to naprawdę duży wysiłek rzutujący na formę i warto rozważyć nocleg w okolicy startu. To spory komfort - można nie tylko dłużej pospać i człowiek jest bardziej wypoczęty. Oczywiście nie będę nikogo pouczał, jak się szuka - choć zdradzę mały patent - nie zawsze trzeba szukać dokładnie w miejscowości, w której są zawody.
Kilkanaście kilometrów od startu to już nie jest problem, a może się zdarzyć, że ceny będą znacznie niższe. Kolejna sprawa - żele. Jestem zdania, że w przypadku takiego wysiłku nie da się pojechać na batonach ze spożywczka. Żele kosztują, ale intensywność wyścigu sprawia, że nic innego nie jest w stanie zaspokoić wydatków energetycznych. Ja potrzebuję około jednego opakowania na każde 40 minut jazdy. Ale to sprawa indywidualna, trzeba to sprawdzić na własnej skórze i samemu określić potrzeby.

A trening?
Jeżeli chodzi o treningi - spokojnie - zaczynasz mniej więcej od grudnia. Ale najpierw będziesz musiał sobie odpowiedzieć na pytanie: ile czasu w tygodniu możesz poświęcić na trening - bo wykrojenie z naszego absolutnie nabitego tygodnia pracy czasu na trening będzie pewnie trudniejsze, niż wykrojenie z budżetu kasy na rower. Bądź dobrej myśli.

Dodano: 2011-10-31

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory