Kiedy w poprzednim bikeBoardzie napisaliśmy o tym, że przeprowadzono badania udowadniające wyższość specyficznego roweru triatlonowego nad szosówką, spodziewaliśmy się burzy. Wcale nie dlatego, że specyficzny rower triatlonowy na dystansie Ironman (180,2 km) przyjechałby o 25 minut szybciej. Tylko dlatego, że z premedytacją opisaliśmy przypadek, w którym obie maszyny zestawiono do wspólnego wyścigu na dystansie olimpijskim (40 km), gdzie rower triatlonowy byłby szybszy o 5 minut. Byłby. Pod wa-runkiem, że to zawody formatu 5150.

Ideologia
Mówiąc triatlon widzimy partole odstraszające rekiny od ludzkiej ciżby kotłującej granatową wodę Pacyfiku. Widzimy strome urwiska wietrznej Kony z wyciętą wstęgą asfaltu, facetów i facetki, których ciała zawierają około 2% tłuszczu, a i to tylko dlatego, żeby gałki oczne w czasie biegu nie roztrzaskały się o oczodoły w czaszce. Nie chcąc odzierać z romantycznych złudzeń, rowery dopuszczane na Ironmanie (WTC) różnią się od rowerów dopuszczanych na triatlonach rozgrywanych według przepisów ITU tak samo, jak wody Oceanu Spokojnego od zalewu w Kędzierzynie Koźlu. To nie jest zarzut do Kędzierzyna Koźla, ani zalewu nad Odrą. Bynajmniej. Zwycięstwo na jednym i drugim akwenie zależy tylko od stawki zawodników. Po prostu Europa różni się, także populacją i historią, a więc drogami. Przepisy obowiązujące na dystansie olimpijskim triatlonu wykluczają stosowanie roweru, który wziął udział we wspomnianym na początku porównaniu.

Pełen artykuł ukazał się w papierowym wydaniu bikeBoard 6/2013 (gdzie kupić)

Dodano: 2013-06-12

Autor: Opracował Miłosz Kędracki

Tagi: triathlon

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!