Mam nadzieję, że jeszcze nie doszliście do takiego momentu, ale jest czasami tak, że sezon trwa w najlepsze, organizm przyzwyczajony do obciążeń startowych, a wyniki się nie poprawiają. Ba, przeciwnicy zaczynają się rozkręcać. Jakie są przyczyny i co z tym robić? W sezonie przygotowawczym podstawą było ładowanie kilometrów. Im więcej tym lepiej, im równiej tym lepiej, niekoniecznie przy dużym obciążeniu. Okres startowy wymaga zupełnie innych bodźców. To dość oczywista prawda, ale czasami nawet zaawansowani zawodnicy, świadomi potrzeb treningowych i wyścigowych zapominają, że tempo na wyścigu dyktują przeciwnicy i wtedy trzeba umieć się do niego dostosować.

Nawet jeśli to Ty wyznaczasz tempo wyścigu, to nigdy nie powinno być ono jednostajne. Bo przeciwnika trzeba zmęczyć tak, żeby w odpowiednim momencie zaatakować i do mety dojechać jako pierwszy. Często mamy do czynienia z mistrzami treningów, ale nie wyścigów. Mają wszystko elegancko rozpisane, dzienniczki treningowe jak z książki. Są świetnie przygotowani do sezonu, bo wyjeździli dużo kilometrów. Nie boją się mocnego tempa, ale tylko takiego, które sami wyznaczają. A wyścig to coraz to inne szybkości, zmiany natężenia, ciągłe interwały.

Jeżeli się do tego nie dostosujesz albo sam będziesz wyznaczać jednostajne tempo jazdy na czele, to inni cię wykorzystają. Trzeba się mentalnie przestawić. Lepiej się schować z tyłu i kontrolować rywali. Niech nie wiedzą czy jesteś mocny, czy cierpisz, czy tylko się z nimi bawisz. Ta umiejętność to jedna z podstaw rzemiosła kolarstwa szosowego. Można ją jednak skutecznie stosować w kolarstwie terenowym. Popatrzmy, jak to robi obecny mistrz na Giro d’Italia Contador, czy poprzednio Armstrong na Tour de France, którzy pojawiali się na czele peletonu tylko podczas ataku. Są to krótkie chwile wyścigu, które decydują o ich zwycięstwach. Resztę czasu spędzają na kole swoich przeciwników, jadąc za ich plecami w ich zmiennym rytmie. Nauczyć się tego można jeżdżąc w grupie. Warto spotykać się na wspólnych treningach z innymi i to najlepiej na szosie. Do takich treningów optymalne są szosówki, ale rowery górskie z wąskimi semi slikami też będą dobre. Dzięki nim łatwiej uzyskać większe prędkości, większe przyspieszenia, a jadąc na kole mniej siły wkładamy w utrzymanie się w grupie. Natomiast kiedy wychodzimy na czoło peletoniku, to dzięki temu, że oszczędzaliśmy się jadąc na kole, możemy dać bardziej soczystą zmianę i zmęczyć naszych partnerów treningu. Do takich treningów można także wykorzystać jazdę po ulicach większych aglomeracji. Kiedy to światła skrzyżowań wymuszają zatrzymanie się lub zwolnienie tempa, a start na zielonym zmusza do sprintowania. To imituje warunki wyścigowe!

Przestrzegajcie przepisów tym bardziej, że właśnie zaczęły obowiązywać nowe, które bardzo sprzyjają trenowaniu. Zachęcam jednak do rozważnego z nich korzystania, więc nie nadużywajmy swojego prawa do jazdy parami na ruchliwej „krajówce”, bo to w dalszym ciągu groźne dla rowerzystów miejsce, a wyprzedzając prawą stroną stojących w korku, zwróćmy uwagę, że ktoś może chcieć wysiąść z prawej strony i otworzy nam przed nosem drzwi. I co z tego, że będzie to jego wina.Wracając do sposobów na szlifowanie formy proponuję, żeby różnice tempa na treningu w trakcie sezonu były większe niż na wyścigu i w okresie przygotowawczym. Proponuję znaleźć odcinek szosy o długości ok. 2 km z niewielkim zjazdem, po którym następuje ok. kilometrowy odcinek płaski zakończony niewielkim pojazdem. Po małej rozgrzewce spróbujcie utrzymać na nim maksymalne obroty z twardszego biegu. Długość odcinka, a więc i czas całego ćwiczenia, można zmieniać od 1:30 do nawet 4 minut. Powtarzając je wielokrotnie, z przerwą odpoczynkową różnej długości, możemy uzyskać nawet większe prędkości niż na zawodach i znakomitą symulację warunków startowych. Oto jeszcze jedna propozycja wejścia na max, którą możemy stosować nawet na dwa dni przed wyścigiem: jazda w rytmie 90 obr./min na 70% naszych możliwości. Rozpędzanie się na 30 sekund do rytmu 110 obrotów i więcej, kształci rytm pedałowania i wprowadza na obroty startowe. Nasze życie nie znosi nudy, nasz organizm także, dlatego tylko dostarczając różnorakich bodźców mamy możliwość poprawy wyników. Katowanie tej samej pętli, z tym samym tempem, sprawi, że będzie się ją pokonywało szybciej. Ale nie będzie to mieć żadnego przełożenia na wynik w zawodach.


Zobacz także inne artykuły z saerii Porady Cezarego Zamany:·

Zabawa rowerowa
Trenażery skutecznie wyparły rolki?
Jak wytrenować sportową kadencję - Turborytm
Taktyka
Wakacje

Dodano: 2011-09-07

Autor: Tekst: Cezary Zamana

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach