Zawodnik robi test wydolnościowy i pierwszy raz otrzymuje dokładne wyniki badań swojego organizmu. Trener ustala plan treningu.

Super było. Po prostu pierwszy raz nie miałem siły dalej jechać. Fizyczność powiedziała dość - a nogi same wypięły się z pedałów. Ale taki właśnie jest test do odmowy. Testy przeprowadza się w Pracowni Badań Wysiłkowych w Zakładzie Fizjologii Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. To jest niemal samo serce wrocławskiej AWF. Pętla tramwajowa Sępolno, prawie na terenie Legendarnego Stadionu Olimpijskiego - tam, gdzie jeżdżą na żużlu, budynek - P-3 im. Andrzeja Klisieckiego. Umówiony byłem na 9.30. Zgłosiłem się trochę wcześniej. Pani sprowadza mnie do szatni, przekazuje mi klucz i mówi: - To jest tylko pana szatnia. Test robimy w swoim normalnym stroju kolarskim - spodenki, buty spd. Może być bez koszulki - bo wysiłek jest ogromy. Wchodzę do pracowni - drugi szok. Dwa ogromne pomieszczenia z przeróżnymi urządzeniami. No i ten rower. Okazało się, że jest najdroższy w Polsce - 90 tysięcy złotych. Rower trochę przypomina zwyczajny stacjonarny, z oporem magnetycznym. Ale tu się kończą podobieństwa. Dzięki specjalnym szynom można nie tylko ustawić wysokość siodełka, ale i długość roweru pomiędzy siodłem a kierownicą, pochylenie siodła i pozycji. Ja dość długo się mościłem na tym biku. Powiem Wam też, że nawet w czasie testu poprosiłem o zmianę wysokości siodełka - bo coś mi nie pasowało - i taka zmiana była możliwa. Oczywiście wcześniej wkręciłem swoje wpinaki - tam było chyba z 5 typów różnych pedałów - ale ja wolałem swoje - wiadomo - siła wypięcia, mocowania - itd.

PRZED TESTEM oczywiście standardowe badanie ciśnienia, dokładny pomiar wzrostu i wagi, a także badanie umiejętności utrzymywania równowagi. Nie wiedziałem po co, ale po teście wszystko się wyjaśniło. Aha - dzień wcześniej poszedłem do mojego lekarza rodzinnego, aby mnie zbadał, czy ogólnie wydolnościowo jestem sprawny - czyli czy mogę przystąpić do takiego testu. Bo człowiek z zaburzoną akcją serca albo z przekroczonymi normami ciśnienia i pulsu powinien sobie takie badanie odpuścić. Wymagane jest zaświadczenie od lekarza, że człowiek jest „wydolnościowo prawidłowy”. Siadam na rower, pani zakłada mi opaskę pulsometru, a na usta specjalną maskę. To właśnie dzięki niej moje płuca są podłączone do urządzenia i cały czas wiadomo, ile pobieram tlenu i w której minucie testu - a więc przy jakim obciążeniu. Potem na podstawie tych wyników określony zostanie mój pierwszy próg, drugi, a potem dojście do granicy wysiłkowej. Przepływ tlenu zapisywany jest równocześnie z pulsem - tak więc porównując te dwie dane, wiadomo wszystko. To jeszcze nie koniec. Krew - najpierw pobrana z palca przed badaniami, i zaraz po zakończeniu po raz drugi - na tej podstawie ocenia się stopień zakwaszenia. Tak więc ruszam. Najpierw krótka próba, czy dobrze mi się siedzi itd.

Po pełen tekst artykułu zapraszamy do papierowego wydania bikeBoard 3/2010 (gdzie kupić).

Dodano: 2010-03-15

Autor: Tekst: Wacław Skarul i Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach