Nasz zawodnik na Mistrzostwach Polski Dziennikarzy w Świeradowie zdobył brązowy medal. Jest bardzo zadowolony ze swojego wyniku, wszystkim się tym medalem chwali. Jego trener, Darek Poroś (MTB Votum Team), za to osiągnięcie przybił pionę, co jest drugą wielką nagrodą. Tak, tak, tak - sam w to jeszcze do końca nie wierzę - a jednak podium!!! Bo nie było łatwo - powiem więcej - było ciężko. Była ostra jazda od pierwszych sekund do ostatniej 89. minuty. Nieustanna walka. Ale po kolei. Zacznijmy od tego, że jest to ostatni tekst z cyklu projekt amator, sezon 2 (III miejsce i dekoracja na podium to najwspanialszy finał, jaki mogłem sobie wymarzyć). Tak więc krótkie podsumowanie. Jak wiecie, ten cykl zakładał, że piszemy o moich przygotowaniach w kolejnych miesiącach. Co ciekawe, zdecydowałem się pisać o swoich planach treningowych - to jeszcze jest jakoś zrozumiałe - ale pisałem o tych planach z ponad miesięcznym wyprzedzeniem. Bo przecież od napisania tekstu do ukazania się gazety w kioskach musi minąć trochę czasu. O tyle było to ryzykowne, że jeżeli ogólny plan treningu na cały sezon można jakoś naszkicować, to potem kolejne cykle mogą się trochę różnić - bo trafi się jakaś choroba, bo zawodnik źle się poczuje, bo nie ma takiego efektu, jakiego się z trenerem spodziewali. Na szczęście mój trener już na tyle zna metodykę treningu, że potrafiliśmy przewidzieć, co będziemy jeździć. Choć były małe zmiany.
Tak więc w tym tekście powinienem opisać moje plany we wrześniu. A we wrześniu startuję w dwóch wyścigach. I oprócz tych startów nie ma już większych planów treningowych. We wrześniu za bardzo już nic nie da się poprawić - trzeba wykorzystać to, co wytrenowaliśmy wcześniej i robić wszystko, żeby nie zepsuć. Po starcie (w sobotę) robię jedynie w niedzielę krótki rozjazd. We wtorek górkę z krótkimi podjazdami, w czwartek ponownie górkę, sobota - dystans. Ogólnie te treningi zależą od mojego samopoczucia - nie ma już katowania, jest lekko, choć z fragmentami o większej intensywności - dochodzącej do 170 ud./min. Nie ma też jakiegoś rygoru - po wyścigu jest odpoczynek i przygotowania do następnego wyścigu. Taki będzie wrzesień.
Dlaczego więc kończymy teraz? Bo w październiku na początku miesiąca jest ostatni wyścig w tym sezonie, a potem odpoczywam. I w listopadzie też odpoczywam. Oczywiście nie to, że leżę i nic nie robię - cały czas będzie jakaś aktywność, choć jeszcze czas pokaże. Bo nagromadziły mi się - a przecież mam już te swoje 45 lat - różne choroby i stale coś mi doskwiera. Tak więc październik i listopad przeznaczam na sprawdzenie swojego stanu zdrowia. Oczywiście będę myślał o rowerze na przyszły sezon - 2012, bo każdy sezon trzeba zaplanować wcześniej.
Teraz podsumowanie. Najpierw chciałbym podziękować Darkowi za to, że zgodził się mnie trenować. Bo układ trener-zawodnik jest szczególny. Pisałem o tym w tamtym roku. Trener w momencie wydawania decyzji o planie treningowym nie jest kolegą. Jest trenerem, który stawia wymagania. A zawodnik - wierzy, że dzięki tym ćwiczeniom, (które oparte są na wiedzy oraz dostosowane do indywidualnych możliwości), osiągnie założony cel - i z ufnością wykonuje te zadania. I powiem Wam - gdy patrzyłem na te plany, byłem przerażony - bo wiedziałem, ile mnie to będzie kosztować litrów potu. Oczywiście, czasami byłem zły, czasami mi się nie chciało, czasami miałem wszystkiego dość - ale świadomość, że jest drugi człowiek - trener, z którym przystąpiliśmy do wspólnego projektu, trzymała mnie w tym rygorze.
Oczywiście sam z siebie jestem także zadowolony - bo systematyczny trening jest wielką szkołą życia - tu trzeba wszystko sobie samemu poukładać, przygotować sprzęt (bo sam sobie przygotowuję rower do startów i treningów), zorganizować wyjazd - dałem radę. Znów dałem radę.
Jednym z celów treningowych było miejsce w klasyfikacji generalnej. Tak to jest z planami - pojawiło się tylu nowych świetnych zawodników, że wykonanie tego planu graniczy z cudem. W tej chwili jestem na 12. miejscu w generalce. Ale nie wszyscy mają równą liczbę startów i są kolejni, którzy gonią czołówkę. A ja przecież nie jestem byłym kolarzem. Ja jestem mężczyzną w średnim wieku, który na rower dopiero wsiadł po 30., a regularne treningi rozpoczął tak naprawdę całkiem niedawno. Oczywiście jest to dla mnie wielka chluba stawać do rywalizacji z byłymi kolarzami, choć przyznam, że nadrobić straconych lat już się nie da.
Ale jest tu inny rodzaj satysfakcji - przecież celem tych tekstów była popularyzacja zdrowego stylu życia i regularnych jazd na rowerze. Tak więc z dumą patrzę, że na starcie jest coraz więcej mężczyzn w średnim wieku - a więc w okresie zawałowym. I się cieszę, bo może niektórzy z nich dzięki temu unikną chorób serca.
Na koniec chciałbym podziękować Uli, mojej żonie, za cierpliwość. I szczególnie za to, że nad morzem na wakacyjnych rekolekcjach oazowych dla rodzin w czasie wolnym mogłem trochę pośmigać na rowerze. Ach, jakież to były cudowne wakacje.

Zapraszamy również na naszą stronę do przejrzenia wszystkich poprzednich odcinków cyklu "Amator 40+".

Dodano: 2011-09-30

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki, foto:Anna Musiał

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory