Plan na czerwiec. zawodnik ma za sobą pierwsze starty. Wyniki nie są zadowalające. Trener i zawodnik decydują się na trening specjalistyczny. W tej chwili jestem po wyścigach we Wrocławiu i Zdzieszowicach. We Wrocławiu jechało mi się słabo - czułem, że jestem bez sił, noga nie podawała. Dopiero w drugiej połowie się trochę rozkręciłem, ale chwila nieuwagi, lekkie rozkojarzenie i w zakręcie uciekło mi przednie koło. A ja wyleciałem z roweru i z całym impetem gruchnąłem w ziemię. Tak się potłukłem, że przez jakiś czas siedziałem na drodze (wyłożonej zresztą kamieniami - i to te kamienie tak pogruchotały mi kolano i łokieć) i myślałem, czy jeszcze żyję, czy już przeniosłem się do nieba. Aż w końcu uznałem, że jednak żyję. Ale długo nie mogłem wsiąść na rower.W Zdzieszowicach było lepiej. Ale tylko trochę. Tak, jak się spodziewałem - konkurencja bardzo się powiększyła. Po wyścigu w Zdzieszowicach spotkaliśmy się z moim trenerem, Darkiem Porosiem (MTB Votum Team). Nasza rozmowa, oprócz planów na czerwiec, dotyczyła także mojego podejścia do wyścigów.
Musieliśmy sobie wyjaśnić kwestie walki o najwyższe laury. Trener mówi, że zawsze mam myśleć o zwyciężaniu. Ja walczę przede wszystkim z samym sobą. Razem uznaliśmy, że tak naprawdę liczą się tylko te zwycięstwa, które odnosimy nad swoimi słabościami. Bo chciałbym przypomnieć wszystkim - jestem totalnym amatorem. Co prawda jeżdżę już te 12 lat na rowerze, ale tak naprawdę nikt nigdy nie zrobił mi badań, czy ja w ogóle się nadaję do sportu. Jak też kiedyś wspomniałem, pierwszy swój rower, zresztą górski (bo zakochałem się w rowerach górskich) miałem dopiero po trzydziestym roku życia. I jazda na rowerze, to był (i nadal jest) dla mnie sposób na zdrowie, na stres, na wolny czas. Pamiętajcie też - zaczynałem bez żadnej podbudowy sportowej (od zera), trochę już zniszczony rockandrollowym życiem.
Treningi, starty w zawodach to naturalna kolej rzeczy - fajnie jest spotkać się z innymi, takimi jak ja, którzy też są wkręceni w rower. Spróbować swych sił, by zmierzyć się z sobą. Ale ja nie trenuję, żeby zostać kolarzem i pojechać na Olimpiadę do Londynu!!! Ja trenuję, żeby życie nie było nudne - żeby było kolorowe, piękne, ciekawe. Te treningi, i to co tutaj z Darkiem piszemy, to próba przedstawienia innym kolarzom, jak wygląda przygotowanie do zawodów - metodyka treningu. Ten cykl to raczej opis pewnego procesu. Tylko z tą różnicą, że Darek jest trenerem z uznanymi wynikami, wiedzą, a ja jedynie amatorem z wielką pasją. Nie oczekujcie ode mnie wyników sportowych!!! Nie po to jest moje pisanie - te teksty mają popularyzować systematyczny ruch na świeżym powietrzu (nazywam to treningiem). Te słowa są po to, abyście w końcu zrobili coś dla swojego zdrowia. Tym razem Darek wytłumaczył mi, że mam za sobą już treningi wytrzymałościowe i wytrzymałościowo-siłowe, a teraz przyszedł czas na trening przełamujący. Jest to długi cykl ciężkich treningów bez dni wolnych. Układ treningów w kolejnych dniach jest prosty: 1) tempówki po 30 sekund, 2) tempówki po 4 minuty i 3) jazda od 90 do 120 minut z tętnem 170 uderzeń na minutę oraz treningi siłowe i start w mniej istotnych zawodach. Oczywiście wszystkie treningi zaczynają się rozgrzewką: 5 minut na 120 ud./min, 15 minut na 140 ud./min i dopiero wtedy zaczynamy część główną. Na koniec 20 minut spokojnej jazdy wyciszającej. Tak więc czerwiec dla mnie to niemal codzienne treningi od 2 do 3 godzin. Oczywiście taki okres wytężonej pracy zakończy się lekkim tygodniem a nawet dwoma (regeneracja i praca wytrzymałościowa), kiedy będę odbywał tzw. starty kontrolne, ale po tych 2 tygodniach powinna być z tego Noga. Na koniec krótki komentarz mojego trenera, Darka Porosia, o decyzji organizacji Pucharu Polski na Maratonach Skandii. Bo bardzo nam - mnie i Darkowi - zależy na rozwoju kolarstwa górskiego w Polsce. My mamy już swoje lata i teraz trzeba zabiegać o młode pokolenia. Mamy też swoje doświadczenia i wnioski. Tak Darek skomentował tę decyzję: - Jak młodzi zawodnicy mają myśleć o karierze kolarza, gdy trener każe im ćwiczyć techniczną jazdę i wpaja, że to jedna z podstaw treningu kolarza górskiego, a eliminacje do Mistrzostw Świata odbywają się na trasach, na których różnica wzniesień nie przekracza 900 m na dystansie GIGA!!! Nie mogłem w to uwierzyć, gdy znajomi przekazali mi tego smutnego newsa! Miejmy nadzieje, że nadejdą jeszcze dni, kiedy PZ-Kol. będzie związkiem wszystkich kolarzy, a nie kliką pseudodziałaczy!!! - napisał mi w mailu Darek Poroś.

Baw się dobrze. Powodzenia na zawodach.

Zapraszamy również na naszą stronę do przejrzenia wszystkich poprzednich odcinków cyklu "Amator 40+".

Dodano: 2011-09-25

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory