Zawodnik kreśli ambitne rowerowe plany. Przez cały sierpień zamierza: jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć. Oczywiście, jak to z planami bywa, zakładają również, że coś może się nie udać. Sytuacja, jak wiecie, jest taka, że bardzo wkręciłem się w maratony rowerowe, dystans krótki - zawsze to zaznaczam, bo to jeszcze nie maraton - i za bardzo już nie mam na nic innego czasu. To znaczy na żadne inne formy rowerowania. Jak na razie wszystko podporządkowałem tym przygotowaniom i autentycznie, gdy nawet mam ochotę inaczej pojeździć, to zaraz sam siebie
pytam: a co z treningiem? A co z cyklem treningowym? A co z przygotowaniami do kolejnych startów? Jak pewnie już się zorientowaliście, przygotowanie do moich maratonów to rygor treningowy, a kolejne elementy poukładane są jak dobra budowla. Nie da się jakiegoś etapu przeskoczyć, a ominięcie jakiegoś fragmentu tej układanki jest niemożliwe - bo popsuje się wszystko inne. Tak jakbyś budując dom nie wylał stropów i powiedział sobie: zrobię to za jednym razem - wyleję stropy od razu na wszystkich piętrach. (No dobra, nie jestem budowlańcem i może to jest nawet możliwe, he, he, he).
Ale wracając do roweru. Tak więc całe moje obecne życie rowerowe skupione jest na krótkim dystansie (czas walki sportowej 1,5-2 godziny) i jednej serii zawodów. Nawet jak mam czasami przebłyski: ech - pojechałbym jakieś enduro, albo: ech - jakąś szosę, to zaraz przychodzi refleksja: czy to mieści się w moim planie przygotowań? Czy ten wysiłek nie zburzy misternie układanych puzzli? Miałem nawet czasem ochotę wystartować w innej serii albo pojechać na mega, czy giga. Ale od razu się łapałem w myślach: a co z moimi startami?! Wracając do sierpnia: mam dwa wyścigi. Nie wiem, jak zareaguje organizm i w jakiej będę kondycji. Obawiam się jednak, że moje plażowanie trochę mnie kolarsko osłabi i przez pierwszą część miesiąca będę nadrabiał zaległości. Oczywiście, nie będę się poddawał. Pierwszy wyścig jest na początku miesiąca, drugi po dwóch tygodniach. Mam jeszcze w planie inne starty, ale jak już pisałem wcześniej - będę się zastanawiał, jak to wpłynie na moje przygotowania. Bo jednak priorytetem jest dla mnie start w zawodach. Jak najlepszy start. Oczywiście zapytacie się, czy warto się aż tak męczyć? Czy warto poświęcać całą swoją przyjemność w jeżdżeniu na rowerze jakimś startom. A właściwie rezygnować z frajdy-frirajdy na rzecz tak restrykcyjnych treningów. Otóż wyobraźcie sobie - jak na razie mnie to bawi. Lubię to rygorystyczne pilnowanie objętości treningów, intensywności, zaleceń. Bawi mnie myślenie o startach jako całej serii, całego sezonu. Ekscytuje mnie kalkulowanie, patrzenie na wyniki w klasyfikacji generalnej, licznie punktów, analizowanie postępów swoich i moich rywali (których wyniki są najlepszym wskaźnikiem mojego progresu). Zdradzę Wam w tajemnicy (trochę z przymrużeniem oka) - zresztą, pisałem już o tym kiedyś - czuję się jak Robert Kubica i cały jego sztab. (Robercie - przy okazji - jak najszybszego powrotu do zdrowia i powrotu na tor. Jesteś wielki. Twoją siłą jest Twoja wola walki. Twój upór).Tak więc układanie sezonu, wymyślanie konfiguracji roweru, trwające w wieczność rozmowy o najlepszych oponach, kołach - obręczach, piastach, szprychach - to jest dla mnie prawdziwy fun. To jest coś, co mnie bawi najbardziej. To jest coś, czym żyję, coś, co mnie napędza i daje siły w cywilnym życiu. Oczywiście: jak na razie. Jak mi się znudzi, powiem - OK. fajnie było - i zacznę jeździć coś innego. Bo w moim rowerze chodzi o jak największy poziom zabawy. Maksymalną przyjemność.
Tak więc na sierpień w kalendarzu mam dwa wyścigi - na początku i w drugiej części miesiąca. Zamierzenia przedstawiłem mojemu trenerowi, Darkowi Porosiowi (MTB Votum Team), a oto jego plan treningowy dla mnie i zalecenia trenerskie. Pierwszy wyścig traktujemy z biegu, bo najważniejsze, aby w wakacje odpocząć. Tak więc po wytrzymałościowych treningach nad morzem, które obejmowały bieganie oraz rower (co trzeci dzień), proponuję trzy treningi terenowe o charakterze wytrzymałościowo-siłowym przeplatane treningami wytrzymałościowymi. Treningi mają mieć charakter objętościowo malejący, czyli mają być coraz krótsze. Treningi wytrzymałościowo-siłowe mają być realizowane w terenie. Tak więc pierwszy trening: ma mieć objętość 90 minut, drugi 60 minut, trzeci 30 minut. Są one przeplatane treningami wytrzymałościowymi: to znaczy jazda na szosie - 2 godziny. Zaczynam od treningu wytrzymałościowo-siłowego, następnego dnia trening wytrzymałościowy, w kolejny dzień wytrzymałościowo-siłowy - i tak przez 6 dni.

Po pierwszym wyścigu realizuje-my 14-dniowy plan treningowy, który jest następujący:
Dzień 1 (po wyścigu) - wolny.
Dzień 2 - wytrzymałość.
Dzień 3 - siła.
Dzień 4 - siła.
Dzień 5 - wytrzymałość.
Dzień 6 - siła.
Dzień 7 - jakiś niezobowiązujący wyścig.
Dzień 8 - wolny.
Dzień 9 - siła.
Dzień 10 - wolny.
Dzień 11 - wytrzymałość.
Dzień 12 - siła.
Dzień 13 - rozjazd.
Dzień 14 – start.

Trening „wytrzymałość” realizujemy jako jazdę po szosie, 2-3 godzin w tętnie 150 ud./min. Trening „siła” polega na wykonaniu sześciu serii po cztery minuty, w czasie których jedziemy z przełożenia blat-ośka (czyli najtwardsze) - i siłowo - niemal przepychamy - korbę. Na siedząco. W drugiej części sierpnia oraz w kolejnych tygodniach sezonu realizujemy tylko rozjazdy i trening techniki na górce (jesteśmy już wytrenowani i nic więcej już nie zdążymy poprawić).

Zapraszamy również na naszą stronę do przejrzenia wszystkich poprzednich odcinków cyklu "Amator 40+".

Dodano: 2011-08-31

Autor: Piotr Zarzycki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory