Zawodnik zastanawia się nad lipcowymi planami. Sprawa jest trudna - przecież to wakacje i trzeba je dobrze wykorzystać!!! Oczywiście to jest żart. Ale prawda jest taka - bardzo intensywnie rozmyślam, jak zaplanować lipiec - nie chciałabym stracić ani jednego dnia. Jedno jest pewne - będę miał wakacje i jest jeszcze druga pewność - będą to wakacje rowerowe. Zacznijmy od spraw rodzinnych - jedziemy z Ulą w drugiej połowie lipca nad morze (polskie morze).
Tak więc tę część miesiąca mam załatwioną - jest jeszcze parę pytań - to znaczy - czy biorę rower, czy nie biorę - pytanie jest z natury tych najcięższych - być albo nie być. Problem jest taki: jeżeli wezmę rower - to zawsze jest komplikacja - bo nie mam go gdzie trzymać. Jeszcze się nie zdarzyło, abym na kwaterze mógł po treningu wnieść rower do swojego pokoju. Nawet nie chce mi się tłumaczyć - że to sprawy bezpieczeństwa, ani też komuś wyjaśniać, ile ten rower mnie kosztował. Zazwyczaj bicykl trafi a do jakiegoś niezamykanego garażu lub komórki i wszystko, co mogę zrobić, to jakoś go ukryć.
Oczywiście wtedy nie mam spokojnych wakacji – myślę, czy już mi ukradli rower, czy dopiero go wypatrzyli i się namawiają. Marzy mi się taki hotel, gdzie będzie można wnieść rower do swojego pokoju i spać spokojnie. Problem z rowerem jest jeszcze jeden - gdy wezmę go ze sobą, będę myślał, kiedy już iść jeździć. A jak wiadomo - to poważny błąd. Bo na wczasach każda kobieta chce, aby jej mężczyzna zajmował się tylko nią. I o wszystko inne jest zazdrosna. Tak więc zazwyczaj poświęcam te dwa tygodnie na nasze małżeńskie sprawy i - jak to się ładnie mówi - zajmuję się budowaniem i wzmacnianiem relacji. Bo jeżeli decyduję się na wariant drugi - nie biorę roweru - są pewne minusy i plusy. Bo oczywiste jest to, że zawsze jeżdżę. Tyle że na pożyczonych rowerach. Zazwyczaj pożyczam od gospodarzy albo od sąsiadów. Albo z wypożyczalni. Nie traktuję wtedy tych jazd jako treningi - bo przeważnie te rowery zupełnie odbiegają od geometrii mojego ulubieńca. Tak więc te przejażdżki robię raz na dwa-trzy dni i jest to rodzaj rozciągania, czy przeciągania się na rowerze. Jeżeli są to - nazwijmy to rowery sąsiedzkie - to niestety, zazwyczaj muszę wcześniej sam zrobić przegląd i wszystko podokręcać - bo stan tych rowerów jest przeważanie katastrofalny. Ale wtedy właściciele się cieszą, bo rower jest naprawiony. Najważniejsze wtedy jest, aby była odpowiednia wysokość siodełka. Jeżeli da się dobrać tę wysokość poprawnie, mogę się przejechać. Rowery z wypożyczalni mają tę przewagę, że są zazwyczaj sprawne i mniej czasu tracę na ich przygotowanie do jazdy. Teraz przejdźmy do pierwszej części urlopu - początek lipca. W tych dniach planuję zrobić sobie prawdziwe rowerowe wakacje. Bardzo się z nich cieszę. Już jestem poumawiany z moimi kolegami-rowerzystami na odwiedziny. Tak więc mam zaplanowane trzy takie rowerowe wizyty. Oczywiście - jak to z planami - różnie może być. Przede wszystkim planuję odwiedzić Grześka Zielińskiego. Grzegorz mieszka teraz w Bielsku-Białej i zamierzam parę dni pojeździć po okolicy. Mam jeszcze dwa inne miejsca - w górach, gdzie się wybieram, ale na razie nie będę zdradzał szczegółów. Plan tych wyjazdów jest prosty: rano śniadanie, potem na rower, potem obiad, potem na rower, potem kolacja i spać. Albo czasami po śniadaniu biorę prowiant i jadę - wracam wczesnym wieczorem, na kolację. Trasy - jak to w kolarstwie górskim - najpierw podjazd, potem zjazd, potem znów podjazd i znów zjazd - i tak cały dzień (żart, ale ogólnie tak jest). Oczywiście, jeżeli chcecie, to możecie śledzić moje rowerowe wyprawy i przeżycia. Na Facebooku mam swój profil - zapraszam, dodam Was do swoich znajomych i będziecie wszystko o mnie wiedzieć. Poprosiłem mojego trenera Darka Porosia (MTB Votum Team) o zalecenia na czas wakacji. Mój trener napisał mi następujący plan: Pierwsze dwa tygodnie z rowerem proponuję zacząć łagodnie od 3 dni wytrzymałości 145 ud./min, czyli 4 h i małe górki lub płasko. Dopiero potem bloki treningów dwa dni po 1500 m różnicy minimum każdy i na trzeci dzień jazda płaska lub wcale. Następne dwa tygodnie bez roweru: bieganie co 2 dzień 1 godzina na progu tlenowym 150 uderzeń na minutę (wyższe, bo to bieganie). Przejażdżka raz na 3 dni najlepiej 3 godziny na tętnie progowym około 145 ud./min.

Baw się dobrze, trenuj i odpoczywaj.

Zapraszamy również na naszą stronę do przejrzenia wszystkich poprzednich odcinków cyklu "Amator 40+".

Dodano: 2011-09-25

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki, zdjęcie: Carson Blume (Specialized)

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory