Jakieś 40 miesięcy temu naderwałem sobie jeden z mięśni tylnej grupy mięśni uda. Choć po kontuzji na mięśniu został już wyłącznie ślad w postaci wyczuwalnej pod palcami blizny, to wcześniej nie wiedziałem, co to problemy z kolanami, dyskomfort w trakcie pedałowania, problemy z mięśniami stabilizującymi stopę, itd.
Kontuzja mogła być efektem długotrwałej pracy nóg przy nie do końca prawidłowym ustawieniu bloków. Wystarczyło zbyt dalekie wysunięcie bloków do przodu, żeby dłuższa od prawidłowej dźwignia działająca na stopę nadmiernie obciążała mięśnie stabilizujące stopę. Po kilku milionach powtórzeń ruchu obrotowego korb nastąpiło ostateczne przeciążenie mięśnia przywodzącego.
Kilkanaście miesięcy po kontuzji poświęciłem wykonywaniu szerokiego spektrum ćwiczeń, najpierw stabilizujących osłabione częściowo mięśnie głębokie, potem wyrównujących napięcia współpracujących mięśni, a w końcu siłowych, mających ponownie wzmocnić tę grupę mięśniową.
Po kontuzji wartość mocy generowanej przez uszkodzoną nogę (mimo że przy nacisku pojawiły się ogromne problemy z utrzymaniem okrągłego obrotu) przewyższała nogę przeciwstawną nawet o kilkanaście procent. Mimo to nie mogłem pozbyć się wrażenia większej jej słabości. Zabiegi mające przywrócić pierwotną siłę, stabilność i automatykę ruchów należało jeszcze doszlifować fittingiem... a powinienem od niego zacząć.

Po pełen artykuł zapraszamy do papierowego wydania bikeBoard 5/2013 (gdzie kupić)

Znajdziecie tam między innymi test siodła ISM Adamo Peak, pedałów Keywin Carbon oraz system dopasowania Selle Italia ID Match.

Dodano: 2013-05-17

Autor: Tekst: Antek Zuzak, Jarek Hałas, wywiady: Miłosz Kędracki

Tagi: włoszczowska, fitting

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1