Wiosna. Wychodzimy z piwnic i zatęchłych sal treningowych na świeże powietrze. W nozdrzach zapach kwiatów i adrenaliny zmieszanej z Ben gayem unoszącej się nad sektorami startowymi. Jeśli mówimy trening, mamy na myśli długą, asfaltową prostą, bądź szutrowe serpentyny stromo wznoszące się na alpejskie przełęcze. Rolki i trenażer? To już przeszłość, bo zaczęła się wiosna i wychodzimy... Wrzucając do testu trenażerów dwie „rolki”, włożyliśmy kij w mrowisko i rozpętała się mailowa dyskusja, która bynajmniej nie cichnie w miarę, gdy asfalty i błota obsychają.

Ponieważ problem ten i tak wróci pod koniec sezonu do dyskusji na temat przewag trenażerów nad rolkami i odwrotnie, zaangażowaliśmy naszego eksperta od ścigania, Cezarego Zamanę. Powiedział nam: - Istotnie trenażery są bardzo łatwe do treningu. W zasadzie wystarczy przełożyć oponę w góralu, zastąpić zacisk - specjalnym sztywno łączącym ramę trenażera z osią koła i heja. Przewagą trenażerów jest także to, że można zastosować większe obciążenia i praktycznie w ogóle nie używać przerzutki, ale mam przeświadczenie, że izolując się od biomechaniki prawdziwego roweru, coś się traci. Pedałowanie na trenażerze nie do końca przekłada się na kręcenie na rowerze, bo w ruch na rowerze angażujemy miedzy innymi więcej partii mięśniowych, a w szczególności bardzo istotnych mięśni głębokich. Wyizolowanie niektórych partii mięśniowych na trenażerze, tak jak i na siłowni na klasycznym atlasie, często upośledza prawidłowy i optymalny zakres ruchu. Przykład? Po co ćwiczyć na atlasie wyprosty mięśnia czworogłowego uda, skoro nie używamy w tym ćwiczeniu mięśnia dwugłowego - przecież taka sytuacja w jeździe na rowerze nie występuje! Do pewnego stopnia trening na trenażerze przypomina taką sytuację. Nie polecam całkowitego odrzucenia treningu na trenażerze, ale na pewno nie może on być zasadniczym treningiem i nie powinien zastąpić podstawowego treningu w okresie zimowym.

Uważam ponadto, że choć większe obciążenia szybko budują siłę, rozładowują jednocześnie nasz akumulator, czyli bazę wytrzymałości w strefach tlenowych, którą w okresie przygotowawczym, przedstartowym musimy dopiero zbudować. W pierwszych latach moich treningów bazę tlenową budowałem m.in. marszobiegami, bieganiem na nartach itp. na świeżym powietrzu. Owszem, rolki były ważnym treningiem rowerowym, gdyż jak wiadomo - zima i plucha skutecznie odstręcza od jazdy na zewnątrz.

Trening na rolkach ćwiczy nienaganną jazdę na wprost i kontrolę równowagi. Ale i do optymalnego ułożenia środka ciężkości na rowerze, a wiec i pozycji doskonale imitującej tę, jaką przyjmuje się podczas jazdy rowerem. Ciało szuka oporu w zgodzie z równowagą. Optymalizuje wysiłek angażujac przeróżne mięśnie i nie pozwala wychylać się zbyt do przodu lub do tyłu. Na trenażerze najważniejsze jest, by przełamać opór bez względu na pozycję.

Kolejnym elementem treningu na rolkach, którego nie sposób przecenić, jest praktycznie doskonała symulacja jazdy w peletonie, kiedy zmniejszony opór powietrza pozwala nam szybciej jechać bez większej pracy. Jednocześnie rolki nie pozwalają zapomnieć o zachowaniu pełnej kontroli prowadzenia roweru i koncentracji. Nie mogę zrozumieć, jak można jechać na trenażerze i czytać np. książkę. To rzeczywiście nie jest trudne, ale takie sytuacje na rowerze nie występują. To jakiś inny sport! Kolarstwo wymaga poświęcenia, a poświęcenie to koncentracja. Zresztą, jak wiem, większość zawodowców trenuje na rolkach, a nie tylko się na nich rozgrzewa. Jeśli ktoś obawia się trudności z korzystania z rolek, polecam łatwy sposób: wystarczy ustawić je w futrynie drzwi tak, żeby w razie niepokojącego wychyłu oprzeć się o nią łokciami. Szansa, żeby się wywrócić jest bliska zeru.

Miło mi startować w maratonach MTB i współzawodniczyć z coraz liczniejszą grupą mocnych zawodników, jednak styl ich jazdy: brak płynności na podjazdach, nieumiejętność korzystania „z kółka”, uświadamia mi, jak bardzo przydałoby się im szkolenie. Moja wydolność już nie pozwala mi jechać na wyścigu z pierwszymi, co ewidentnie widać na podjazdach, ale wykorzystując swoje doświadczenie, znajomość trasy, no i wyszkolenie zdobyte we wczesnych latach mojej kolarskiej przygody, udaje mi się przyjeżdżać nie tak daleko od czuba. Nie zapominajcie, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Zobacz także inne artykuły z saerii Porady Cezarego Zamany:·

Zabawa rowerowa
Taktyka
Jak wytrenować sportową kadencję - Turborytm
Ściana
Wakacje

Dodano: 2011-04-26

Autor: Opracował: Miłosz Kędracki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach