Każdy zroweryzowany rodzic chce, żeby jego dziecko polubiło jazdę na rowerze. Powód jest oczywisty: wszyscy wiemy, że to najlepszy sposób na spędzanie wolnego czasu. Oto nasze doświadczenia w tym względzie.

Jeśli chodzi o nasze dzieci, chyba się udało. Choć nie było łatwo i częste zwroty akcji przyprawiały nas o zwątpienie, ale jakże często o euforię. Wiemy, że potrzeba cierpliwości, kasy, marchewki i kija! (patrz zdjęcie z prawej ;)) Zatem czujemy się zobligowani do dzielenia się dobrą nowiną. Niech się szerzy epidemia cyklozy! Wiemy, że bardziej radykalnej i młodszej części czytelników temat ten zupełnie nie leży. Nie pozostaje im zatem nic innego jak przerzucić tych kilka stron w przód. Także na łonie redakcji sam temat i ilość miejsca na niego przeznaczona budziła kontrowersje. Mimo wszystko dojrzeliśmy wreszcie do tego, żeby rzecz całą naświetlić. A najlepiej zrobić to na przykładach.

Historia Krzysia i Jacka
Zaczęło się od tego… nie, to Was zupełnie nie powinno obchodzić… W każdym razie, gdy nasz syn miał już jakieś 15 m-cy kupiliśmy mu fotelik. Jeździliśmy z nim na przeróżne wycieczki - długie, krótkie i, jako że bardzo mu się to podobało, również sam chciał zacząć jeździć. Więc weszliśmy w posiadanie trójkołowego pojazdu (nie musieliśmy kupować, dobrzy znajomi nas wsparli pożyczką). To był bardzo fajny sprzęt - nie miał pedałów w przednim kole, tylko klasyczny łańcuchowy napęd przenoszony przez „ostre koło” na tylną oś. No i był błękitny - na tym etapie to było najważniejsze! Do wyrobienia nawyku pedałowania najlepsze jest ostre koło: kręcisz w przód - jedziesz w przód, kręcisz w tył - wiadomo. Polem ćwiczeń było dla nas mieszkanie i alejka wokół placu zabaw. Ale i tak sprawiało to wielką radość zarówno naszemu synowi, jak i nam, dumnym rodzicom: nasz syn jeździ na rowerze!
Tylko - ponieważ rodziców ma wysokich - to z trójkółki wyrósł bardzo szybko i trzeba było nabyć pełnowymiarowy rowerek. Oczywiście wybraliśmy najmniejszy, z 12-calowymi kołami (teraz wybralibyśmy jakąś niską „szesnastkę”, ale wtedy brakowało nam doświadczenia). W każdym razie rowerek miał kontrę, jednobiegowy napęd, boczne kółka, dwa kuferki - przód i tył, pełne błotniki i osłonę łańcucha. Dodatkowych akcesoriów (kask i rękawiczki) kupować nie musieliśmy, bo używaliśmy ich już w trakcie jazd z fotelikiem. I teraz to już naprawdę mogliśmy powiedzieć, że „nasz syn jeździ na rowerze!” O ile mieliśmy czas, żeby oddalić się nieco od domu, bo rowerowanie pod blokiem kończyło się zwykle przejazdem na plac zabaw, a tam rowerek był przez latorośl porzucany. Ale wystarczyło tylko przeturlać się samochodem z rowerami w bardziej alejkowe rejony miasta, by nasz syn przerodził się w ściganta chcącego rywalizować z ojcem.

Suplement dla przeciętnie wysokich rodziców
I teraz bezczelnie do toku narracji wtrącam się ja, Miłosz. Robię to, bo celem nawiązania kontaktu wzrokowego podczas rozmowy z Jackiem muszę zadzierać do góry głowę. Bez ogródek: Kędraccy są znacznie niżsi od Kaczmarczyków. Wszyscy, zatem nasz syn też. Toteż po identycznym okresie wprowadzenia fotelikowego i „trójkołowcowego” pojawiła się w naszym domu niecodzienna maszyna: Kettler Speedy Air. Rowerek bez napędu, pierwotny jak pierwszy pojazd Karla Friedricha Christiana von Drais de Sauerbrun. Ale wykonany ze współczesnych materiałów i naprawdę bardzo lekki (6,6 kg). Początkowa nim fascynacja i prowadzanie pojazdu po mieszkaniu przeminęła po tygodniu, a ja coraz lepiej radziłem sobie z myślą, że mój syn zostanie jednak piłkarzem, a nie rowerzystą i przestałem wywierać presję na Mikołaja. Aż tu nagle...! Któregoś dnia Mikołaj zasiadł na Kettlera odepchnął się od podłogi i przejechał przez cały przedpokój do kuchni na dwóch kółkach. Oniemiałem z zachwytu. Kiedy zeszły śniegi, Mikołaj dzielnie towarzyszył spacerującym rodzicom poruszając się z prędkością szybko idącego człowieka, a na jednym odepchnięciu pokonywał 2-4 metry. Ale kolejny spacer do Lasu Wolskiego zaowocował satysfakcjonującym mnie w pełni odkryciem. Najbardziej lubi jeździć w dół i poza asfaltem. Kettler temu sprzyja, bo jest niezwykle stabilny, ma długą bazę kół i spokojny kąt główki ramy – poważ nie, wcale się nie wygłupiam, to ma znaczenie! Speedy Air ma też grube pompowane opony co poprawia amortyzację, a co najważniejsze - bez powietrza wewnątrz nie pozwala zanadto się rozpędzić. Kiedy Mikołaj skończył dwa i pół roku jazda bez bocznych kółek nie przedstawiała dla niego problemu. Dlatego na trzecie urodziny dostał normalny rowerek: Gianta Animatora na 12” kółkach. W duchu liczyłem że wsiądzie i pojedzie, ale po tygodniu poddałem się i przykręciłem do niego boczne kółka. Mój syn jest jeszcze malutki, dostaje do ziemi czubkami palców i nie do końca radzi sobie z „kontrą”. Dlatego z pokorą czekam, aż odkręcę mu boczne kółka. Może już po wakacjach...

Dodano: 2007-06-10

Autor: Tekst: Jacek Kaczmarczyk, Piotr Jaworski, Miłosz Kędracki, zdjecia: bikeBo

Tagi: nauka jazdy, dzieci, rowerek biegowy

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

29” z dużym skokiem

e-Bike

Yeti SB5.5 Carbon
Specialized Epic – Generacja Z
KTM Myroon 29 Master
GT Zaskar Carbon 29 Expert
Whyte T130C Works
Giant Reign 2 LTD
Trek Powerfly FS