W dobrych dla polskiego kolarstwa latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zostało wprowadzonych wiele elementów treningu przydatnych w okresie zimowym. W dzienniczku kolarskim, który był obowiązkowy dla zawodników centralnego szkolenia, co zimę notowałem: trening - zabawa rowerowa. Bardzo miło to wspominam. Był to trening w terenie, na krótkiej (1-2 km), wielokrotnie powtarzanej rundzie.Znakomicie stymulował wszechstronność kolarza szosowego i stanowił kapitalną bazę do późniejszej pracy nad specjalistycznym rozwojem potrzebnych cech motorycznych. Dla przełajowców był oczywiście treningiem specjalistycznym i pracowaliśmy (w początkowej fazie mojej kariery byłem zapalonym przełajowcem) z dużo większą intensywnością i na innym rowerze. Ale kiedy skoncentrowałem się na jeździe szosowej, zmniejszyłem intensywność zabawy rowerowej oraz przestałem trenować na przełajówce i trochę z oszczędności, trochę dla zabawy, realizowałem je na rowerach szosowych z ostrym kołem.

1. Ze względu na krótkość pętli przy zmiennych warunkach atmosferycznych trening można było skrócić lub wydłużyć.
2. Szosowcy wybierali rundę, która miała podjazd. co świetnie rozwijało siłę.
3. Większość szosowców miało zamontowane w swoich zimówkach ostre koło, co sprawiało, że szczególnie na zjazdach ćwiczenie rytmu było wyjątkowo skuteczne
4. Na powtarzanej wielokrotnie rundzie można było doskonalić techniczne umiejętności tak, żeby za każdym razem konkretne zjazdy czy zakręty pokonywać sprawniej i szybciej.

I ten ostatni element dla kolarza MTB powinien być bardzo istotnym, gdyż technika jazdy i kontrola poślizgów to bezpieczeństwo, ale i przyjemność uprawiania kolarstwa terenowego. Ćwiczenie koordynacji ruchowej na śliskiej nawierzchni znakomicie rozwija głębokie mięśnie szkieletowe, odpowiedzialne za równowagę. Ich aktywowanie i wzmacnianie zwiększa swobodę jazdy, przekłada się też na komfort jazdy, poprawia się ekonomika pedałowania, co wprost prowadzi do lepszego rezultatu na mecie.

Równowaga to jedno, ale przecież jazda po śniegu bardzo często prowadzi do jej utraty. Cały czas ślizgają się koła. Jeżdżąc zimą, uczymy się po pierwsze wyczuwać poślizgi, przeciwdziałać im, a często specjalnie w nie się wprowadzać, żeby zacieśniać skręty na niepewnych nawierzchniach. Nieodłącznym elementem jazdy na śliskim są upadki. Nie wolno się ich bać! W cyklu Zimowych Maratonów Norhthec MTB Zimą 2009 w trzech maratonach wystartowało w sumie 1000 zawodników. Uczestnicy nie odnieśli ani jednej poważnej kontuzji, mimo wielokrotnych przewrotek. Ja sam zliczyłem ich ok. 15, co swobodnie można przemnożyć przez liczbę uczestników co oznacza ok. 15 000 upadków! Bez kontuzji. Okazuje się, że jazda na śliskiej nawierzchni i ciągła kontrola równowagi wzmaga pracę mięśni odpowiadających za zespolenie stawów i w bezpośredni sposób zmniejsza ryzyko kontuzji. Zatem nie odkładajcie roweru na zimę! Potraktujcie trening na śniegu jako zabawę rowerową i zapraszam na Norhthec MTB Zimą.

Zobacz także inne artykuły z saerii Porady Cezarego Zamany:·

Taktyka
Trenażery skutecznie wyparły rolki?
Jak wytrenować sportową kadencję - Turborytm
Ściana
Wakacje

Dodano: 2011-02-14

Autor: Tekst: Cezary Zamana, foto: Zbigniew Kowalski

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory