Letnie rowerowe włóczęgi nierzadko przerywane są spotkaniem z ujadającym psem. W tych mniej cywilizowanych miejscach Europy nadal można natknąć się na dzikie hordy, ale i zwykły podwórkowy burek potrafi nieźle namieszać. Jak przygotować się na psie ataki i ujadania?

Lato to najlepszy sezon na rowerowe wycieczki. Kiedy na drogi masowo wyjeżdżają wielbiciele jednośladów, rośnie ryzyko kolizji.

Znasz to uczucie, gdy podczas treningu tracisz kontakt ze światem zewnętrznym? Całkowicie skupiasz się na jeździe – jesteś tylko ty, rower i ścieżka. Albo, zależnie od tego, co cię jara, serpentyny podjazdu. Albo prosta po horyzont. I pokonujesz ją w euforii i poczuciu, że wciąż stać cię na więcej – to jest właśnie flow.

Wybierz się na przejażdżkę i porównaj sytuację teraz z tym, jak ulice wyglądały 15 lat temu. Co widzisz? Więcej rowerzystów, więcej pasów rowerowych i lepszą infrastrukturę rowerową. To prawdziwy postęp.

Ile masz przerzutek? Ja mam 21, a Ty? Kto nie pamięta takich podwórkowych dialogów, ten widać jest za młody. W rowerze przerzutki są najwyżej dwie. Za to liczba przełożeń jest już większa.

Jazda w warunkach zimowych w górach jest zupełnie inna niż w warunkach letnich. Przede wszystkim należy zabrać odpowiednią odzież. Nie można przesadzać ani ze zbyt cienkim ani zbyt grubym ubraniem. Oczywiście wiele zależy od tego czy jedziemy na krótką przejażdżkę po podmiejskim lesie czy zdobywamy na facie szczyty.

Jego sylwetka na starcie jest niezwykle charakterystyczna. Wysoka kadencja od początku, wsparta łukiem całego ciała i agresywne kołysanie rowerem na boki, to znak firmowy słynnego zaklinacza węży z Pirenejów.

Każdy wie, co to jest banda, czyli ukształtowanie zakrętu ułatwiające jego pokonanie. Bandy budowane są przez rowerzystów po to, żeby opona na zakręcie dolegała do podłoża jak największą powierzchnią i żeby szybciej pokonywać zakręty.

Szlaki i trasy rowerowe to nie tylko gładkie i łatwe odcinki. Wyeksponowane i zawsze śliskie korzenie są powszechnymi elementami jazdy w górach. Podstawową zasadą jazdy po korzeniach jest przybranie odpowiedniej pozycji na rowerze.

Nadeszła pora, aby wykorzystać wszystkie opublikowane w tym cyklu porady w najtrudniejszych warunkach jazdy - w błocie.

Kiedy w poprzednim bikeBoardzie napisaliśmy o tym, że przeprowadzono badania udowadniające wyższość specyficznego roweru triatlonowego nad szosówką, spodziewaliśmy się burzy. Wcale nie dlatego, że specyficzny rower triatlonowy na dystansie Ironman (180,2 km) przyjechałby o 25 minut szybciej.

Czytaj gesty, patrz do przodu i nie bój się, że możesz liznąć koło. Dzięki opanowaniu techniki jazdy tuż za kołem zawodnika, możemy ograniczyć opór powietrza nawet o połowę i zaoszczędzić sporo energii.

Jeśli myślicie, że ten odcinek piszemy wyłącznie dla napędzanych grawitacją, to jesteście w głębokim błędzie. Te porady skierowane są głównie do riderów XC.

Żeby maksymalnie wykorzystać siłę hamulców, rowerzysta w pierwszej kolejności musi przybrać właściwą pozycję na rowerze. Odpowiedni rozkład mas na oba koła jest kluczowy.

O co tak naprawdę chodzi w jeździe na rowerze? O pedałowanie. Niezależnie od konkurencji, terenu, rodzaju roweru i poziomu sportowego zawsze wygra ten, który „lepiej pedałuje”. Ale uwaga - lepsze pedałowanie nie oznacza tylko generowania większej mocy przez mięśnie nóg, to także optymalna technika samego ruchu oraz właściwa ilość obrotów korbami na minutę.

Temat techniki podjeżdżania był już wałkowany niejednokrotnie. Ale jest to najistotniejszy element jazdy jeśli chodzi o rozgrywanie zawodów. Na podjeździe można zarówno najwięcej zyskać i jak i stracić. O tym jak szybko znajdziesz się na szczycie góry decydują możliwości (mocna łyda i kondycha) i umiejętności (technika jazdy). I albo się je ma albo nie. Ale "nie święci garnki lepią" - jedno i drugie trzeba ćwiczyć, żeby podjazdy były jak najmniej bolesne.

Nadejście Zimy nie musi oznaczać porzucenia roweru w ciemnym kącie Piwnicy. Tak myśli coraz więcej bikerów. Ci, którzy pierwszy raz Próbują jazdy kiedy wszędzie jest biało a mróz szczypie policzki, niemal bez wyjątku mówią - dlaczego wcześniej na to nie wpadłem!?

W 1980 roku w wieku 13 lat zostałem kolarzem klubu kolarskiego w Ełku, jednego z wielu klubów, który miał zorganizowaną sekcję kolarską od młodzika, cztery lata potem juniora młodszego, juniora i wreszcie seniora.

Umiejętność skakania jest zdecydowanie najbardziej pożądaną umiejętnością wśród rowerzystów. Magiczny bunny hop nie jest ewolucją trudną, chociaż jest dość skomplikowany.

Każdy zroweryzowany rodzic chce, żeby jego dziecko polubiło jazdę na rowerze. Powód jest oczywisty: wszyscy wiemy, że to najlepszy sposób na spędzanie wolnego czasu. Oto nasze doświadczenia w tym względzie.

Zeskok na stromych zjazdach to umiejętność podstawowa, właściwie wystarczy umieć kierować, hamować i wiedzieć jak pokonać uskok, żeby poradzić sobie z każdym górskim zjazdem. I od razu z grubej rury, bez wstępów. Uskoki, bez względu na wielkość, trzeba pokonywać tak, żeby koła zetknęły się z ziemią równocześnie. Lepiej nawet skoczyć na tylne koło, choć tak jest mniej stabilnie, niż nurkować na twarz przednim kołem w dół. Pokonując zeskoki w polecany przez nas sposób, można znacznie zmniejszyć ryzyko OTB, czyli niesławnego przeskoczenia kierownicy.

Niby nic nadzwyczajnego. Przecież każdy potrafi skręcać. Wystarczy ruszyć kierownicą i już. Ale na maratonach okazuje się że inni jakoś szybciej przejeżdżają przez zakręt. Jak oni to robią?

Było już o bezpiecznej jeździe na podjazdach, teraz przyszła kolej na technikę zjeżdżania czyli z punktu widzenia kolarza górskiego, o najprzyjemniejszej części jazdy.

Wbrew pozorom pedałowanie to nie tylko naciskanie na pedały. Trzeba zastosować kilka innych bardziej ogólnych zasad. Pedałowanie powinno być płynne i nie powinno wywoływać dodatkowych, niepotrzebnych ruchów bioder, czy ramion na boki.

Najważniejsze podczas wyścigu (poza dobrym sprintem z bramek startowych) jest utrzymanie dużej prędkości i wykorzystywanie przeszkód do jej powiększania. Najwięcej można zyskać na prawidłowym pokonywaniu zakrętów. 

W zasadzie nie ma się nad czym zastanawiać. Droga skręca, Ty skręcasz. Banalna sprawa. Ale trochę teorii na temat czynności, którą wykonujesz odruchowo, może poprawić technikę pokonywania zakrętów.

Z różnych względów vert jest w naszym kraju mało popularny. Najczęstszą przyczyną jest po prostu brak odpowiednio wykonanych ramp, na których można bezpiecznie ćwiczyć. Jeśli jednak w Waszym najbliższym otoczeniu znajduje się rampa, to warto spróbować na niej swoich sił.

Naszym zdaniem naukę trików z rotacją powinniśmy zacząć od opanowania jazdy tyłem, czyli właśnie „fakie”. Lepiej będzie uczyć się samego obrotu, gdy "wyprowadzenie" roweru po lądowaniu z niego mamy już opanowane.

Czytanie tego tekstu zajmie ci mniej niż rozgrzewka – jakieś 10 minut. Chcę, żebyście po jego przeczytaniu wiedzieli, na czym polega specyfika przedstawionych konkurencji, aby się do nich właściwie nastawić, przygotować i realnie ocenić swoje możliwości.

W poprzednim odcinku Nowej Szkoły pisaliśmy o tym, że nauka nowych trików wiąże się z dobieraniem odpowiednich rozmiarów hop. Niezależnie od podjętych środków ostrożności, nigdy nie osiągniemy pełni bezpieczeństwa. Dlatego też naukę X-up'a powinniśmy rozpocząć na płaskim terenie.


Aktualny numer

Piszemy m.in.

NOWOŚCI 2018

ROWERY 2018

Kaszubska marszruta

Blood Road