Bo dla mnie - jako kolarza amatora - dwie sprawy są najważniejsze - żeby noga podawała, a więc była forma, oraz, aby się kręciło - to znaczy, aby rower był sprawny.

Maj to najważniejszy miesiąc w rowerowym roku - dziś parę uwag, jak wykorzystać wiosenne treningi, jak cieszyć się z kolarskiej formy, jak rozpocząć starty w maratonach. Jest coraz cieplej, ale jeszcze nie ma upałów; dni są już długie i wcześnie robi się widno - i po wiosennych treningach przychodzi pierwsza nagroda - noga zaczyna podawać. No i najważniejsze - co tydzień gdzieś można się ścigać. Dziś parę rad z własnego doświadczenia z podziałem na staż kolarski: absolutnie początkujący - czyli dopiero co kupiony rower i pierwszy sezon kręcenia; nowicjusz - drugi i trzeci rok jazdy, średniak - rok 4.

Absolutnie początkujący - dla mnie był to rok 1999 - bo rower kupiłem na jesień w ‘98. O treningu pisałem przed dwoma miesiącami. W maju już na tyle byłem sprawny, że moje wycieczki mogły być coraz dłuższe. Przyznam, że chyba jeździłem dzień w dzień. Ale to też nie jest dobre. Bo przychodzą takie dni, kiedy całkiem bolą nogi i nie wiadomo dlaczego nie mam siły jechać. A to po prostu zwyczajne zmęczenie. Tak więc dobrze jest co drugi dzień zrobić sobie przerwę - albo jedynie rozciąganie na rowerze - jakieś 15- 20 minut przeciągnięcia się z lekkim obrotem korby. Bardzo krótki dystans, właściwie tylko po to, żeby ruszyć mięśnie. Szkoda, że w tamtych latach nie było maratonów - o przepraszam - był jeden w roku - bo byłaby to akurat impreza dla mnie. Czy wszyscy amatorzy muszą startować w maratonach? Nie, ale - jak dla mnie jest to taka zabawa, że warto. Dodatkowa radość z jazdy, klimat, nowe rowerowe znajomości. Bo po trzech miesiącach jeżdżenia nawet absolutnie początkujący da sobie radę na trasie. Być może nawet i na trasie mega, bo mini (jakieś 30 kilometrów), ukończy bez problemu.
Moje maratony zaczęły się w 2005 roku i pierwszy sezon potraktowałem tylko rozpoznawczo. Przede wszystkim chciałem się przekonać, czy wystarczy mi umiejętności technicznych, aby przejechać trasę, i czy w ogóle dojadę do mety.
I myślę, że to dobra rada jak na pierwszy rok - zapoznać się z trasami, traktować to całkiem turystycznie - bo trasy zawsze są ładnie poprowadzone, jechać mocno, ale nie na śmierć i życie. Startować spokojnie z końca sektora, bo jak po starcie ruszą wycinaki, to robi się gorąco - niepotrzebne przepychanki, wyprzedzania, pokrzykiwania. Gwarantuję, że ta różnica jednej-dwóch minut nie zrobi na początku większego znaczenia. A być może - jeżeli spokojnie wystartujesz i nie będziesz miał kraksy, to potem tę różnicę nadrobisz na trasie.

Nowicjusz - pisałem już o tym, że dla mnie to najgorsze lata. Bo już wkradła się w moją jazdę pycha - że już coś potrafi ę i coraz częściej jeździłem głupio - czyli niepotrzebnie szarżowałem, żeby nie powiedzieć - szalałem na rowerze. Treningi są częstsze, ale też ostrożnie z przetrenowaniem. Można zapytać doświadczonych kolarzy o plan treningowy. Niektórzy z najlepszych piszą nawet takie plany za gratyfi kację fi nansową. Jeżeli bym miał coś radzić, to właśnie kilka lekcji z techniki jazdy, metod treningowych, planów. Tak jak ludzie biorą płatne lekcje na przykład tańca czy tenisa, tak proponuję wziąć lekcje z kolarstwa. Często jedna, dwie rozmowy z doświadczonym kolarzem rozwieją wszystkie wątpliwości.

Dodano: 2009-05-30

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB