Nasz zawodnik coraz częściej rozmyśla nad majowymi startami. Wiadomo - maj to pierwszy miesiąc poważnego ścigania się. I niestety, często w ostatnim tygodniu można wszystko zepsuć.

Nie ma się co oszukiwać.
Obawiam się trochę tego miesiąca. Przejechałem sporo kilometrów. Mam za sobą wiele godzin treningu. Nie będę znów się roztkliwiał nad sobą - opisywałem to w zeszłym roku - że jechałem na treningi w mróz i śnieg, w deszcz. Ciężko było - czasami, żeby sobie dodać otuchy, gdy wiatr wiał w oczy, albo stopy przymarzały do butów, mówiłem do siebie: „twardym trza być, nie miętkim”. Znów nie będę się chwalił, że zorganizowanie treningu i wyjście na trening często było znacznie trudniejszym zadaniem, niż najtrudniejszy podjazd. Że połączenie normalnej pracy etatowej z uczciwymi treningami jest najwyższym poziomem mistrzostwa - to co ja wyczyniałem, aż mnie samego zadziwiało. Bo normą było to, że do pracy woziłem ciuchy na trening i zaraz po pracy przebierałem się w obcisłe i jechałem swoje kilometry. Z ciekawszych spraw - udało zrobić mi się kilka treningów na siłowni - ale nadal nie tak, jak to powinno być. I dlatego tak się obawiam tego maja, bo boję się to wszystko zaprzepaścić w tym najważniejszym miesiącu. Ale przyznam: warto było odważyć się na taką próbę - podjąć treningi. Wszystko jedno z jakim rezultatem: jestem o to doświadczenie bogatszy. Jestem mocniejszy.
Znów sam sobie udowodniłem, że na wiele mnie stać (jak to mniej więcej powiedział poeta). A do tego mój Trener tak mnie zmotywował, że bez żadnych obaw mogę pojawić się na linii startu. I ruszyć do przodu. Jak to zrobił? Rozmawialiśmy na temat odnajdywania wewnątrz zawodnika takiej motywacji, która nie zależy od warunków na wyścigu (nieważne gdzie i z kim się startuje, zawsze przede wszystkim muszę pokonać siebie). O bólu, który przemija i myślach o niepodjęciu wyzwania, które zostają w głowie na bardzo długo. O powodzie do dumy - jest nim uprawianie trudnej dyscypliny sportu. Skutki tej radości (dumy) rozlewają się na całe życie pozasportowe. Wykonywana ciężka praca i osiągane małe sukcesy dają motywacje do działania każdego dnia - tak mówił mój Trener. Tym razem mój trener, Dariusz Poroś (MTB Votum Team), ułożył mi plan na tydzień, który jest tuż przed zawodami.

SOBOTA - Przez 40 minut jeżdżę z tętnem 120 ud./min.
NIEDZIELA - Trening o charakterze regeneracyjnym. Łączny czas 45 minut. Najpierw 15 minut kręcę spokojnie dwoma nogami, potem przez 15 minut na zmianę - raz lewą, raz prawą po 90 sekund. Na koniec znów dwoma luźno.
PONIEDZIAŁEK - Na dziś mam zaplanowane 2 godziny jazdy na dworze. Rozgrzewka: 5 minut z tętnem 120 ud./min, a potem przez 15 minut z tętnem 140 ud./min. Część główna: krótkie zrywy: 30 sekund na maksa i przerwa odpoczynkowa. Zakończenie: 10 minut z tętnem 120 ud./min. Na koniec sauna.
WTOREK - Dziś łącznie na rowerze będę jeździł 1,5 godziny. Najpierw rozgrzewka: 5 minut z tętnem 120 ud./min, potem do końca z tętnem 140 ud./min.
ŚRODA - Łączny czas treningu: 45 minut. Najpierw przez 15 minut dwoma nogami, następnie lewą i prawą nogą na zmianę po 90 sekund, a na koniec znów 15 minut lekkiego kręcenia.
CZWARTEK - Wprowadzenie do wyścigu. Czas łączny 1,5 godziny. Najpierw rozgrzewka 5 minut z tętnem 120 ud./min, potem jazda przez 15 minut z tętnem 140 ud./min. W części głównej mam zaplanowane: 20 minut z tętnem 140 ud./min, potem 7 minut z tętnem 170 ud./min i 3 minuty powyżej 170 ud./min. Powrót do domu z tętnem 120 ud./min.
PIĄTEK - Wolne.
SOBOTA - Dzień wyścigu.

Powodzenia na wyścigu. Bawcie się dobrze.


Zapraszamy również na naszą stronę do przejrzenia wszystkich poprzednich odcinków cyklu "Amator 40+".

Dodano: 2011-05-18

Autor: Tekst: Piotr Zarzycki

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB