Letnie rowerowe włóczęgi nierzadko przerywane są spotkaniem z ujadającym psem. W tych mniej cywilizowanych miejscach Europy nadal można natknąć się na dzikie hordy, ale i zwykły podwórkowy burek potrafi nieźle namieszać.

Jak przygotować się na psie ataki i ujadania? Rozmawiamy z lekarzem weterynarii i rowerzystą – Przemkiem Maciejowskim.

Zacznijmy od sytuacji najczęstszej, czyli gdy podczas jazdy obszczekuje nas wiejski kundel.

To jest względnie prosta sprawa. Takie psy podlegają tylko instynktowi gonienia. Agresja względem człowieka zdarza się rzadko. Wystarczy się zatrzymać i one wtedy na ogół odpuszczają. Jeżeli atakuje, można zasłonić się rowerem, jeżeli jest napastliwy a do tego duży, to pomoże pozycja żółwia. Jeżeli nieustępliwie atakuje jadący rower, można się wypiąć z pedału i odgonić go nogą. Ryzykowny sposób, bo jeżeli wpadnie pod koła, zrobi krzywdę i nam, i sobie, ale czasami nie ma innego wyjścia.

Pies jest w stanie ugryźć nas w czasie jazdy?

Tak. Psy mają o wiele lepszy refleks i precyzję niż człowiek. W przyrodzie zwierzęta muszą dokładnie wycelować skok do gardła uciekającej zdobyczy. To jest precyzyjna robota. Jak nie trafi, to niedoszła ofiara go stratuje.

A co, gdy nagle na drodze staje pies i nie chce nas przepuścić?

Zależy, jaka jest nasza prędkość i jak duży jest ten pies. Decyzja zależy od jego zachowania. Jeżeli jest niewielki, staje przed tobą, najeża się, ale nie biegnie, to raczej ustąpi, żeby potem zacząć gonitwę. Różnica prędkości będzie na tyle duża, że już raczej nie dojdzie roweru. Natomiast jeżeli to jest duży pies, np. owczarek niemiecki, to lepiej stanąć. To zwierzę terytorialne. Jeśli zobaczy, że się zatrzymałeś, zasłoniłeś rowerem, raczej nie zaatakuje. Wtedy po prostu możesz odejść. Gdy atakuje, no to właśnie: żółw lub podniesienie roweru do góry. Jeżeli to jest mały „szkun”, cóż – jego strata. Można zaryzykować i jechać, ale ostrożnie, aby nas nie wywrócił, jeśli dostanie się pod koła. Jeżeli na niego najedziemy w przestrzeni publicznej – prawnie to nie jest nasz problem. Ja robię jeszcze inaczej. Ostro hamuję, nawracam na psa i go przeganiam. Wtedy zaskoczony niemal zawsze ucieknie. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie uciekł.

To w przypadku w miarę cywilizowanych wsi i psów. A co z dzikimi hordami, które grasują np. w Rumunii czy na Ukrainie? Podam przykład z tego pierwszego kraju. Jechaliśmy z sakwami drogą asfaltową, otoczoną polami i oddaloną od cywilizacji. Nagle wyskoczyły na nas 3 ujadające psy i od razu rzuciły się w pogoń. Mój chłopak ze stoickim spokojem powiedział tylko: no to dorzuć (przełożeń)

I kręcimy :)

Tak. Udało nam się uciec, ale mieliśmy po prostu szczęście. Jestem ciekawa, jakie jest wzorowe zachowanie w takiej sytuacji.

W Rumunii czy na Ukrainie, podobnie jak w Polsce jeszcze 20 lat temu, psy się po prostu „szlajają”. Przy dzikich osobnikach nie ma czegoś takiego jak wzorcowe zachowanie. Nie da się przewidzieć ich reakcji. To człowiek, na gorąco, musi ocenić sytuację. Jeżeli pies wyskakuje, żeby sobie pogonić, to sobie pogoni i odpuści. Jeżeli szczerzy zęby i widać w nim zacięcie, żeby ugryźć, to rzeczywiście bierzmy nogi za pas. Rowerzysta w dobrej formie bez problemu ucieknie psu, nawet żyjącemu półdziko. Pomoże też szybki obrót korbą, bo wtedy trudniej psu jest nas ugryźć. A jak wsadzi łapę w szprychy, to już jego strata...

Co jeszcze można zrobić?

Widziałem w Internecie taki filmik, w którym chłopaka zaatakował owczarek niemiecki. Była między nimi pewna odległość. Rowerzysta zatrzymał się, uniósł rower nad głowę i zaczął biec w kierunku psa. Ten uciekł z piskiem. Są jeszcze gazy pieprzowe, ale polecam tylko takie w żelu, żeby siebie samego nie obezwładnić. Trudno jednak precyzyjnie trafić w oczy psa w czasie jazdy, więc ich skuteczność jest dyskusyjna.

A jeśli ugryzie?

Podstawowe pytanie, czy był szczepiony. W każdym przypadku, każdy pies podlega dwutygodniowej obserwacji. To pytanie o szczepienie jest raczej skierowane do właściciela, żeby poczuł się odpowiedzialny. Część z nich nie chce współpracować. Nie przyznają się, że to ich pies, mówią, że się przybłąkał.

Co wtedy?

Policja.

Jeżeli nie mamy pewności, że pies był szczepiony na wściekliznę, musimy się zaszczepić?

Nie. Wirus wścieklizny wędruje około 2 mm na dobę po nerwie. Więc jeżeli pies nas ugryzie w nogę, mamy nawet rok do pierwszych nieodwracalnych szczepionką objawów. Spokojnie. Lekarz nie zaszczepi nas od razu. Pierwsze, co w przychodni dostaniemy, to szczepionkę lub anatoksynę przeciwtężcową, bo to jest realne zagrożenie. Jeżeli psa da się złapać lub ma właściciela, to podlega obserwacji.

Jak się obserwuje takiego psa?

Trzy wizyty w przychodni weterynaryjnej w odstępie tygodnia wystarczą. Zakładając, że właściciel jest współpracujący, bo to on musi przyprowadzić psa do lecznicy. Nie są to też duże koszty – to tylko 3 wizyty, a więc 100–150 zł w sumie. Nie wiąże się to z żadnymi szykanami, bo takie rzeczy się po prostu zdarzają. Nie oszukujmy się – ile psów, tyle pogryzień. Natomiast jeżeli pies nie ma właściciela, trzeba skontaktować się z policją, zarządcą terenu lub gminą i spróbować go odłowić. Wtedy jest zamykany w schronisku lub izolatce i podlega obserwacji.

Nie łatwiej się więc od razu się zaszczepić?

Za szczepionki płaci państwo, więc wszystko musi przebiegać według określonej procedury. Szczepionkę można dostać od razu, gdy pies uciekł i nie da się go złapać. Można też zaszczepić się na własny koszt za około 200 zł.

A co, jeżeli dojdzie do konfrontacji z psem?

Zależy, od miejsca, w które ukąsił. Problem w tym, że pies ma odruch szarpania. Samo ugryzienie, nawet jeżeli przerwana zostanie tętnica czy duża żyła, nie jest najgorsze. Krwotok można opanować. Najgorsze jest szarpanie, bo wtedy uraz ma szeroki zakres. W pierwszym momencie po ugryzieniu mamy czas, bo naczynia samoczynnie się zamykają. W ciągu 2–3 minut nie ma dużego upływu krwi. Problem pojawia się później, gdy zaczyna się krwotok. Podstawą jest jego zatamowanie. Na szczęście mamy te nasze lycry, one są elastyczne. Lepiej ściągnąć spodnie i na golasa siedzieć na ulicy, niż się wykrwawić. Wykorzystajcie nogawki, pampersa, oderwijcie szelki. Tym można skutecznie zatamować krwotok, bo przecież dobrze wiem, że nikt z nas nie wozi apteczki. Oczywiście kolejny krok – wezwanie pomocy, określenie położenia, dopóki jeszcze jesteśmy przytomni. Jak są ludzie, to przeżyjemy.

Co robić, jak pies nie chce odpuścić?

Walka z psem to bardzo trudna sytuacja, ale i niezwykle rzadka. To zawsze ostateczność, jeżeli niemożliwe jest zasłonienie się rowerem lub bezpieczne wycofanie się. Z racji wykonywanego zawodu mam w tym spore doświadczenie, więc gdy pies mnie atakuje, nie boję się bronić, nawet dłońmi. To jest jednak bardzo duże ryzyko. Można stracić nie tylko palce. Ja łapię psa za żuchwę, wtedy on próbuje się uwolnić. Dopóki trzymam, nawet jeśli to boli, dopóty mam psa opanowanego. Jeżeli pies gryzie mnie w przedramię, wciskam mu je jak najgłębiej w szczęki. Wtedy ma problem z zaciśnięciem. Będą siniaki, będą rany, ale jest duża szansa, że pies nie zrobi nam krzywdy. Inny sposób – łapię go rękami po bokach, za skórę z uszami. Zaciskam z całej siły i do ziemi lub w górę aby zawisł w moim uchwycie. Pies, który unosi się nad ziemią, robi mimośród, czyli obraca pupą, żeby się wyrwać. Kontruję te ruchy. Jeśli przyziemiliśmy psa, będzie próbował biegu wstecznego. Dopóki ja go trzymam za uszy i kontroluje jego ruchy, on nie jest w stanie nic zrobić. Jeżeli to jest duży osobnik, może się uwolnić, ale wtedy będzie ostrożniejszy, bo już wie, że jesteśmy silni. Możemy też skorzystać z kasku i nim uderzyć. Kopać nie ma sensu. Pies jest szybszy. Zanim się zamachniemy, on złapie drugą nogę.

Na koniec – dlaczego właściwie pies tak źle reaguje na rower?

Bo szybko się porusza. Pies wywodzi się bezpośrednio z wilka. Jak ten widzi biegnące zwierzę, to instynkt nakazuje mu rzucić się w pogoń, bo to uciekający posiłek. U psów te odruchy pozostały. Dopóki to jest gonienie dla samego gonienia, bo jest fajnie, bo sobie pobiegałem, to pół biedy. To tylko odruch polowania, trening.

Więc jaki jest najgorszy scenariusz?

Że pies potraktuje nas jak zdobycz lub istotne zagrożenie. Ale podkreślam jeszcze raz że to są bardzo rzadkie przypadki.

Artykuł ukazał się w magazynie bikeBoard 8/2017 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie

Dodano: 2018-08-02

Autor: Paulina Trofimiec,

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

  • Sportful Dolomiti Race
  • Rajdy dla Frajdy 2018
  • Jazda na rowerze a smog
  • Jak przygotować rower do sezonu zimowego?
  • Sygnalizacja w garści